niedziela, 26 kwietnia 2015

Hennowanie włosów

Cześć dziewczyny!

Zapraszam Was dzisiaj na post o koloryzacji włosów henną. Na podstawie postów, które publikuję pewnie zorientowałyście się, że dbanie o włosy to mój priorytet. Pewnie ma to związek z tym, że od dziecka miałam słabe, rzadkie włosy i marzyłam o tym, żeby mieć co czesać :) W dzieciństwie moje włosy były obcięte na chłopca, w podstawówce do ramion. Z wiekiem starałam się je zapuszczać, jednak zawsze przegrywałam w walce o objętość, z której dziś nadal nie jestem zadowolona. Ale nie o tym post :)

Nie używam farb do włosów dostępnych w drogeriach, w przeszłości (liceum) miałam raz zafarbowane takim produktem włosy. Dwa razy (ok. 2 lata temu) skusiłam się na koloryzację u fryzjera. Zawsze wybierałam odcienie zbliżone do mojego naturalnego koloru, nigdy specjalnie nie eksperymentowałam. Teraz jestem już starsza i jak to często bywa nachodzi mnie ochota na zmiany. Ponieważ absolutnie nie chcę niszczyć włosów, zdecydowałam się na koloryzację henną.

Henna to ziołowa farba do koloryzacji włosów, nie zawiera konserwantów, wzmacniaczy koloru, utleniaczy ani chemikaliów. Nie zawiera sztucznych barwników lub zapachów. Wszystkie składniki są absolutnie naturalne. Farby ziołowe nadają włosom piękny, intensywny kolor. Henna Khadi, której używam zawiera również zioła ajurwedyjskie, które wzmacniają włosy i nadają im piękny blask. Henna ekstremalnie odżywia włosy, chociaż po koloryzacji są często przesuszone i trzeba o nie odpowiednio zadbać.


Kilka dni temu ponownie zdecydowałam się na ten typ koloryzacji. Zakupiłam hennę Khadi w odcieniu ciemny brąz, która miała nadać moim włosom kolor ciemnego, czekoladowego brązu o chłodnej tonacji.



Sposób w jaki przygotowałam moją hennę:
1. Całe opakowanie henny wysypałam do naczynia
2. Czarną herbatą o temperaturze 50 C zalałam proszek
3. Przystąpiłam do dokładnego mieszania papki za pomocą DREWNIANEJ łyżki (nie rób tego łyżką metalową, henna w kontakcie z nią straci swoje właściwości lub osłabnie)
4. Dodałam sok z połowy cytryny
5. Ponownie, dokładnie rozmieszałam, tak by nie było żadnych grudek (grudki = nierównomierne pokrycie kolorem)
6. Kiedy farbowałam henną ELD zwykle zostawiałam ją później zawiniętą w ręcznik na 12h, aby dojrzała. Ostatnio jednak nie miałam możliwości aby odstawić hennę, nie zauważyłam też, aby przez to koloryzacja się nie udała








Po przygotowaniu henny odstawiłam ją na chwilę i umyłam włosy dokładnie delikatnym szaponem babydream z rossmanna, rozczesałam je na mokro, zabezpieczyłam stanowisko do farbowania folią i poprosiłam koleżankę o pomoc. Koloryzacja nie trwała długo, po jej zakończeniu zwinęłam włosy, spięłam spinką, nałożyłam reklamówkę, następnie czepek, który był w opakowaniu henny, a całość zawinęłam wielkim, ciepłym ręcznikiem. W turbanie siedziałam nieruchomo 3 h... Oczywiście Wy możecie się ruszać, jeśli dacie radę :P Ja miałam na głowie jednak zbyt wielki ciężar i po prostu nie byłam w stanie nic robić. Po 3 h zdjęłam warstwy z głowy i przystąpiłam do spłukiwania henny. 

Zmywanie henny trwało około 20 min, jednak woda i tak do końca nie pozostała czysta. Z hennowego doświadczenia wiem, że nawet kilka dni później i po myciu włosów szamponem woda może jeszcze nie być czysta. 

7. Hennę spłukujemy tylko wodą i najprawdopodobniej nawet po bardzo długim zmywaniu nie pozostanie czysta do końca
8. Nie myjemy włosów szamponem
9. Nie nakładamy odżywki, ani nic innego na nasze włosy
10. Najlepiej, byś nie myła i nie nakładała nic na włosy przez kolejne 48 h. Henna potrzebuje czasu aby dojrzeć na naszych włosach, dopiero po kilku dniach zobaczysz swój finalny kolor.

Jak dla mnie, farbowanie henną ma same plusy jeśli chodzi o wpływ na włosy i kolor, który wychodzi bardzo naturalnie. Po takiej koloryzacji ciężko stwierdzić, czy kolor włosów jest naturalny, czy to nałożona farba. Włosy cudownie błyszczą, są zdrowe i po prostu piękne.

Minusem hennowania jest przede wszystkim fakt, że papkę trzeba trzymać na włosach długo. Na opakowaniu jest napisane, że czas trzymania może być krótszy, jednak zawsze obawiam się, że wtedy kolor nie wyjdzie taki piękny. 
Kolejny minus to warstwy na głowie, które uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Przy długich włosach jest to szczególnie odczuwalne, bo ciężar jaki nosimy jest niemały. 
Kto czuł kiedyś zapach henny, ten wie jaki będzie kolejny jej minus :D ma okropny zapach zgniłego siana przy mieszaniu i przy trzymaniu na głowie. Na dodatek zapach utrzymuje się na włosach przez kilka myć. Dla efektu warto jednak wytrzymać. 
Koloryzacja henną jest dość brudną robotą, trzeba zabezpieczyć siebie, farbującego i wszystko dookoła, bo czasem ciężko ją zmyć, gdy coś poplamimy. 
Sam proces przygotowania henny jest dość kłopotliwy, nie można tego zrobić byle jak i byle czym, warto więc przed przygotowaniem zastanowić się, czy na pewno mamy w domu odpowiednie narzędzia (czyt. drewniane łyżki, które po mieszaniu nie będą już za dobrze wyglądały i raczej pójdą do kosza).

Gorąco polecam Wam ten sposób koloryzacji. Mimo minusów, henna posiada plusy, które jak dla mnie nadal przeważają i zachęcają do jej dalszego stosowania. Hennę nakładam co miesiąc, czasem rzadziej. Tak naprawdę jednak, nigdy nie wiemy jaki kolor uzyskamy na naszych włosach. Poniżej efekt mojej koloryzacji, z którego jestem ogromnie zadowolona:

1. Włosy dzień po koloryzacji. Trochę przesuszone.




2. Włosy kilka dni po koloryzacji i cięciu u fryzjera. Kolor dojrzał. Przesuszenie udało się opanować po 2-krotnym olejowaniu i odpowiedniej nawilżającej pielęgnacji włosów.


Ja swoją hennę zakupiłam w zielarni Primum non nocere w Zabrzu (klik!) i zapłaciłam za nią 28,90 zł. Zapraszam Was do zapoznania się z ofertą firmy Khadi (klik!)

Farbujecie włosy? Używacie farb drogeryjnych, fryzjerskich, czy henny? Co sądzicie o hennowaniu włosów? Stosowałyście? Macie zamiar? Piszcie :)

Martyna :*

środa, 22 kwietnia 2015

Mary-Lou Manizer The Balm

Cześć dziewczyny!

Chyba nie ma wśród nas osób, które nie znałyby tego kultowego rozświetlacza. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam go w filmie na Youtube, wiedziałam, że musi znaleźć się w mojej kosmetyczce. Kupiłam go prawie rok temu i wciąż z ochotą po niego sięgam.


Mowa tu oczywiście o słynnej Mary-Lou firmy The Balm. Produkt zamknięty jest w solidnym, okrągłym opakowaniu z lusterkiem. Grafika zdecydowanie cieszy oko. 


Mary-Lou posiadam już długo, a zużycie wciąż jest niewielkie.

Używam go na szczyty kości policzkowych, pod łuki brwiowe, łuk kupidyna, szczyt nosa i kąciki oczu. Często również zdarza mi się zastosować go jako cień, bo pięknie się błyszczy. Wtedy rysuję tylko kreskę eyelinerem, lekko przyciemniam zewnętrzny kącik i prosty, a elegancki makijaż oka mam gotowy w kilka chwil. Na kości policzkowe najlepiej aplikuje mi się go pędzlem wachlarzowym z ecotools. 


Mary- Lou tak odbijał światło podczas robienia zdjęć, że nie mogłam dobrze uchwycić jego wyglądu na skórze z bliska. 


Rozświetlacz daje piękny, elegancki efekt, ma ładny szampański kolor, który pasuje każdemu. Dobrze się rozciera, nie robi plam, pięknie odbija światło. Nie posiada drobinek, tworzy cudowną taflę. Polecam Wam ten produkt. Teraz w perfumeriach Douglas możecie stacjonarnie zobaczyć to cacko i wypróbować na własnej skórze:)


Ja swój rozświetlacz zamówiłam w drogerii internetowej Minti Shop (klik!). Jego cena to 70 zł. 


Podoba Wam się efekt na skórze? Miałyście styczność z tym produktem? Używacie rozświelaczy? Jacy są Wasi ulubieńcy w tej kategorii? Piszcie :)

Pozdrawiam, Martyna :)

środa, 15 kwietnia 2015

#2 Na ratunek włosom

Cześć dziewczyny!

Cieszycie się na kolejny włosowy post? :) Tych, którzy nie zapoznali się z pierwszym postem z tej serii odsyłam tutaj (klik!)Dzisiaj krótka notka na temat olei. Jak zapewne część z Was wie, olejowanie włosów to bardzo istotny punkt w ich pielęgnacji. Codzienne suszenie, prostowanie i inne zabiegi stylizacyjne wysuszają nasze włosy, co przyczynia się do ich łamania, rozdwajania i ogólnego osłabienia. Oleje wzmacniają włosy, regenerują, odżywiają, ogólnie przyczyniają się do ich zdrowego i pięknego wyglądu. Dzięki olejowaniu w krótkim czasie można zobaczyć poprawę w stanie włosa, jest to najprostsza metoda jaką możecie zastosować. Olei można używać pojedynczo lub łączyć je ze sobą w różnych proporcjach. 

Jak stosować oleje?
Olej nakładamy na suche, rozczesane włosy.
Oleju nie nakładamy zbyt dużo, mają być śliskie, tak aby się błyszczały, a nie ociekały olejem.
Czas trzymania oleju jest różny w zależności od porowatości: wysokoporowatym wystarczą 2-3h, niskoporowate natomiast lubią nawet całonocne olejowanie.
Częstotliwość olejowania zależy od preferencji, nie należy zbytnio obciążać włosów, wystarczy 2-3 razy w tygodniu.
Olej zmywamy zwykłym szamponem.

Kilka miesięcy temu zaczęłam również nakładać na włosy różne balsamy i masła. Na ten temat pojawi się osobny post, jednak na listach z olejami wkradną się też przykłady kosmetyków do kremowania.

WŁOSY NISKOPOROWATE
Nie mają specjalnych wymagań, z natury są zdrowe i wyglądają dobrze. Ważnym punktem w ich pielęgnacji jest unikanie obciążenia, a także produktów, które mogą je oblepiać (silikony). Jestem właścicielką tego typu włosów i oleje, które u mnie się sprawdziły polecam Wam gorąco:

Sesa


Dabur Vatika olej kokosowy wzbogacony


Amla wersja z jaśminem


Olej ze słodkich migdałów


Babydream fur mama Rossmann (mieszanka olei)


Olej arganowy
Olej awokado
Masło Shea
Nadają się również (nie próbowałam, lub próbowałam raz i nie sprawdziły się, wszystko zależy od indywidualnych preferencji włosów):
Olej palmowy
Olej babassu 
Olej rycynowy (ten nie sprawdził się w ogóle, wysuszył moje włosy)
Masło kakaowe
Ten typ włosa zazwyczaj nie lubi się z proteinami. 

WŁOSY ŚREDNIOPOROWATE
Przy tym typie pielęgnacja powinna być umiarkowana. W tym wypadku trudniej jest stwierdzić, który olej nam pasuje, gdyż włosy mają cechy nisko- i wysokoporowatych włosów. Polecam wykonywać tutaj mieszanki z olei dla włosów nisko- i wysokoporowatych. Tutaj konieczne jest dobieranie kosmetyków metodą prób i błędów. Warto spróbować:

Babydream fur Mama
Olej awokado
Oliwa z oliwek
Olej macadamia
Olej arganowy
Olej ze słodkich migdałów
Olej z pestek moreli
Olej kokosowy
Olej jojoba
Olej słonecznikowy

WŁOSY WYSOKOPOROWATE
Ten typ włosa jest wiecznie spragniony, lubi bogate maski i oleje. Również produkty zostawiające na włosach film są pożądane, gdyż zapobiegają utracie wilgoci. 

Oliwa z oliwek
Olej z orzechów laskowych
Olej awokado
Olej z pestek winogron
Olej ze słodkich migdałów
Olej lniany
Olej macadamia
Ten typ lubi proteiny.

Czy jakichś informacji brakowało Wam w tym poście? Coś jest niejasne? Niektóre rzeczy dla mnie oczywiste, dla Was mogą takie nie być. Olejujecie włosy? Zaczniecie? Piszcie!

Całuski, Martyna :*

Tak na marginesie:

Wiecie już, co kupicie? :)


Benetton Giallo

Cześć dziewczyny!


Dzisiaj rano zbierając się na uczelnię zauważyłam, że jedna z moich ulubionych dziennych wód toaletowych dobija już dna. Dostałam ją dwa lata temu i zakochałam się od pierwszego powąchania. Ponieważ nie znałam wcześniej w ogóle tego zapachu, ani też nie wiedziałam, że firma ta produkuje perfumy, to postanowiłam, że i Wam ją przybliżę :)



Mowa o wodzie toaletowej Giallo firmy Benetton, czyli sieciówki produkującej ubrania. Woda znajduje się w szklanym, przezroczystym, prostym flakoniku. Szczerze mówiąc niczym się nie wyróżnia i jakoś specjalnie nie cieszy oka stojąc na toaletce. Kiedy pierwszy raz ją rozpyliłam, od razu wiedziałam, że to zapach idealny dla mnie. Producent określa go jako: idealny letni zapach dla dynamicznych, młodych kobiet i umieszcza w kategorii zapachów kwiatowo-owocowych. Ma on przypominać o minionym lecie, gwiazdach, złocie, a żółty kolor jest symbolem energii. 

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: nuty wodne, jagody, anyż, mięta
Nuta serca: lotos, róża, fiołek, brzoskwinia
Nuta bazy: piżmo, bób tonka, wanilia, nuty drzewne.

Cena wody to 70 zł za 100 ml. Jak dla mnie, zapach nie jest przeznaczony tylko na lato, lubiłam go używać również w ostatnim czasie. Trwałość wody oceniam na dobry +. Utrzymuje się na skórze przez 5-6 godzin. Kompozycja zapachowa jest idealna, nie dusząca, przyjemna. Uwielbiam czuć od siebie ten zapach. Woda jest wydajna, nie trzeba się nią „oblewać”, żeby osoby w towarzystwie ją poczuły. Strasznie żałuję, że już mi się kończy, z pewnością wybiorę się w najbliższym czasie do sklepu Benetton i sprawdzę inne zapachy z serii Kolory Benetton. Za taką cenę zdecydowanie mogę polecić Wam ten zapach.

Jakie są Wasze ulubione dzienne perfumy? Słyszałyście o serii Kolory Benetton? Znacie te zapachy? Posiadacie któryś z nich? Piszcie :)

Całuski, Martyna :*

czwartek, 9 kwietnia 2015

#1 Na ratunek włosom

Cześć dziewczyny!

Postanowiłam przygotować dla Was włosową serię postów i będzie ona skierowana do osób, które są niezadowolone ze stanu swoich włosów, chciałyby je zapuścić, odżywić, zregenerować. Od razu mówię, że sama nie jestem w tej kwestii ekspertem, ale od około 3 lat świadomie dbam o włosy i interesuję się tematem ich pielęgnacji.

Dzisiaj zaczniemy od określenia porowatości włosów, bo bez tego z ustalaniem planu pielęgnacji ani rusz. Choć jak wiadomo, co osoba to inny włos, dlatego program trzeba będzie dostosować do swoich potrzeb oraz indywidualnych preferencji Waszych  włosów i skóry głowy. Jeśli marzą Wam się piękne włosy jak z reklamy szamponu, to już dziś uzbrójcie się w cierpliwość, bo czeka Was dużo testów, jednak spokojnie, metodą prób i błędów odnajdziecie swój złoty środek :)

Porowatość jest ustalona z natury lecz może zmieniać się w trakcie naszego życia w wyniku np. zbyt agresywnej stylizacji. Wyróżniamy trzy typy porowatości włosów:

WŁOSY NISKOPOROWATE

 


Zazwyczaj nie należą do podatnych na stylizację, są gładkie i proste, długo schną po zmoczeniu wodą, ciężko je upiąć, są odporne na zniszczenia, nie łamią się, a wręcz są bardzo elastyczne. Charakteryzują się domkniętymi, regularnymi łuskami. Do włosów niskoporowatych zalicza się włosy lekko falowane lub proste, zazwyczaj nie były poddawane zabiegom rozjaśniania i farbowania. Ten typ włosów posiada zwykle ładny, naturalny blask.


WŁOSY WYSOKOPOROWATE


Łuski włosów wysokoporowatych nie są domknięte, nie mają regularnych kształtów, dlatego włos ten najczęściej pozbawiony jest blasku, jest szorstki (czuć nierówności przesuwając palcem w kierunku wzrostu). Ten typ włosa to najczęściej te kręcone, lecz oczywiście są wyjątki od tej reguły. Włosy wysokoporowate są suche, podatne na puszenie się (nawet przy nieznacznej wilgoci powietrza), często bardzo łamliwe i podatne na rozdwajanie. Często określa się je jako siano (:P). Najczęściej taki włos to efekt stylizacji, suszenia gorącym nawiewem, prostowania wysoką temperaturą bez kosmetyków ochronnych. Do wysokoporowatości włosów przyczynia się w dużej mierze ich farbowanie i rozjaśnianie.


WŁOSY ŚREDNIOPOROWATE


Ten typ włosów to połączenie włosów wysokoporowatych z niskoporowatymi. Reagują na wilgoć puszeniem się, ale za to są podatne na stylizację, łatwo je upiąć, są łatwe w pielęgnacji. Łuski włosa są w miarę regularne, jednak nie domykają się do końca. Zazwyczaj taka struktura włosów to wynik agresywnej stylizacji włosów niskoporowatych. Ten typ włosa może falować i nieznacznie się kręcić, nie są to włosy typowo proste. Na włosach widać już lekką szorstkość i brak płynnego odbijania światła, jak w przypadku niskoporowatych.


Porowatość włosów na całej długości może się zmieniać. Suche, zniszczone końce zazwyczaj są wysokoporowate, jakiś farbowany, stary odrost wysokoporowaty lub średnioporowaty, a nowe "świeżo wyrośnięte" z cebulek włosy są najczęściej niskoporowate. 

Dziewczyny, zachęcam Was do śledzenia tej serii, jeśli jesteście zainteresowane tematem. W kolejnych postach zajmę się dobraniem odpowiednich olei do każdego z typów włosa, napiszę o ciekawych kosmetykach pielęgnacyjnych, pogadamy o zapuszczaniu, suplementach, "obchodzeniu się" z włosami... Może dorwę się do mikroskopu na zajęciach i pooglądam swoje włosy i koleżanek? :P

Podobał Wam się post? Czekacie na kolejne z tej serii? Kogo to interesuje? :P 

Całuski, Martyna :*

Zdjęcia do posta pobrałam z Google Grafika. Mam nadzieję, że roszczeń nie będzie :P

wtorek, 7 kwietnia 2015

Peeling kawowy

Cześć dziewczyny!

Nie pamiętam już od ilu lat w mojej łazience regularnie gości peeling kawowy. Jak dla mnie, jest to jedyny idealny, naprawdę działający peeling, po zastosowaniu którego wiem, że zobaczę efekt na swojej skórze w postaci wygładzenia i ujędrnienia. Fanki drobnoziarnistych zdzieraczy ręka w górę! :)

Przepis:
3 łyżeczki zaparzonych fusów z kawy
1 łyżeczka oliwy z oliwek
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka jogurtu naturalnego

Wszystko umieszczamy w miseczce i dokładnie mieszamy. Kurkuma stosowana regularnie na naszą skórę wyrówna jej koloryt i zniweluje po jakimś czasie przebarwienia. Powstałą papką masujemy skórę przez przynajmniej 5 min. Poprawimy ukrwienie i damy kofeinie zadziałać antycellulitowo oraz ujędrniająco. Za efekt ręczę własną głową! :) Stosuję peeling na całe ciało, raz w tygodniu. Stosowany częściej uwrażliwił moją skórę.
Po takim masażu warto zaaplikować jeszcze krem ujędrniający dla efektu WOW :) Zaletą peelingu kawowego jest bez dwóch zdań jego cena, wszystko co potrzebne do jego zrobienia znajdziemy w naszej kuchni. Minusem natomiast jest to, że po takim zabiegu wszystko w około zazwyczaj jest brudne i konieczne jest mycie kabiny, czy wanny. 

Stosujecie peeling kawowy?

Pozdrawiam, Martyna :)

piątek, 3 kwietnia 2015

Monophase

Cześć dziewczyny!


Co u Was? Jak przygotowania do świąt? :) Ja mam w końcu troszkę odpoczynku od uczelni i mogłam spokojnie nadrobić wszystkie blogowe zaległości. Przygotowałam dziś dla Was krótki post, mam nadzieję, że Was zaciekawię :)

Obecnie na rynku kosmetycznym dostępnych jest wiele metod zdobienia paznokci, zaczynając od zwykłych lakierów, po te utwardzane lampą, żelowe, hybrydowe... Niedawno pojawiła się nowa: monofaza. Jest to prosta metoda, nie wymagająca używania żadnych podkładów pod lakier, utwardzaczy, nabłyszczaczy. Wystarczy nam specjalnie dedykowany lakier i lampa UV lub LED :) Nigdy nie zrobiłam sobie ani żeli, ani hybryd, bo ściąganie ich z paznokci powoduje ogromne uszczerbki w strukturze płytki (piłowanie). Aby ściągnąć monofazę wystarczy przez kilka minut pomoczyć paznokcie w acetonie i wszystko ładnie odsunąć patyczkiem. Zdobienie monofazą jest wygodne, niezwykle szybkie i nie zauważyłam, żeby moje paznokcie stały się słabsze w wyniku tych operacji :P Zaletą jest również świetna trwałość lakieru, bez problemu wytrzymuje na paznokciach ok. 14 dni bez odprysków. Ja zwykle ściągam go jednak wcześniej, bo widać mi już nieestetyczny odrost. Zwróćcie uwagę na to, jak lakier pięknie błyszczy. 

Ceny lakierów są różne i zależą od miejsca zakupu. Stacjonarnie, w jednym sklepie w Katowicach można je dorwać już za 20 zł, przy czym mała pojemność w sklepie internetowym to koszt przynajmniej 40 zł... Ja używam tych z firmy Neonail seria MONO (klik!) oraz Estetiq PoliOne, który właśnie należy do tych tańszych (klik!).

1. Monofaza gotowa do ściągnięcia, odmoczona w acetonie


2. Moje kolory (jest ich więcej, nie mam zdjęć, ale będę Wam je sukcesywnie pokazywać w kolejnych postach)




Stosuję tę metodę od kilku miesięcy. Póki co, nie mam zamiaru rezygnować, bo bardzo się rozleniwiłam i pasuje mi takie rzadkie malowanie paznokci. Poza tym, kiedy przypomnę sobie ile zachodu jest z suszeniem zwykłego lakieru... Tutaj po wysuszeniu lakieru pod lampą od razu możemy wrócić do codziennych obowiązków bez obaw, że coś nam się odbije :)

Co sądzicie o tej metodzie zdobienia paznokci? Zaciekawiłam Was? Jaką metodę Wy stosujecie?  Macie ochotę na zmianę? Piszcie :)

Całuski, Martyna :*