sobota, 28 lutego 2015

News from London

Cześć dziewczyny!


Co u Was? :) U mnie na dobre zaczął się już nowy semestr i jak zwykle zapowiada się on intensywnie, dlatego mam nadzieję że uda mi się dobrze zagospodarować czas i nadal regularnie blogować :) Moja współlokatorka przerwę międzysemestralną postanowiła spędzić w Londynie. Korzystając z okazji poprosiłam ją, aby przywiozła mi kilka kosmetyków, które postanowiłam Wam w tym poście pokazać :)


Jakiś czas temu zauważyłam, że w swojej kosmetyczce nie posiadam żadnych nudziakowych cieni, którymi mogłabym wykonać ładny dzienny, nienachalny makijaż. Ponieważ środki miałam ograniczone zamówiłam bardzo tanią paletę firmy W7 Naked Nudes z czterema idealnymi, matowymi odcieniami. Uwielbiałam się nią malować, cienie łatwo się blendowały i wyglądały bardzo ładnie, umożliwiając dodatkowo super naturalne podkreślenie oka. Któregoś feralnego poranka paletka wypadła mi z rąk i cienie rozpadły się w mak :( Nie było już co zbierać i ratować... Postanowiłam więc kupić coś nowego i z większą ilością cieni, aby móc czasami trochę poszaleć. Korzystając z okazji poprosiłam więc koleżankę o przywiezienie mi paletki Sleek Au Naturel, gdyż od dłuższego czasu mnie kusiła. 


Posiadam już kilka kosmetyków Sleek i wiedziałam, że ta firma mnie nie zawiedzie. Dwanaście pięknych cieni umieszczonych jest w solidnym, plastikowym, typowym dla Sleeka czarnym opakowaniu z lusterkiem. Do kosmetyku dołączona jest również dwustronna pacynka. Tak prezentują się odcienie:


W powiększeniu:



Póki co, jeszcze ich nie próbowałam. Znam jednak jakość tych cieni, dlatego wiem, że nie będę zawiedziona. W najbliższym czasie wykonam nimi jakiś makijaż i wtedy się przekonam, czy rzeczywiście były warte zakupu. Koszt tej paletki w Londynie to 8 Funtów. Patrząc na ceny w sklepach internetowych to niestety przepłaciłam, ale doliczając koszty wysyłki wyszło na to samo.

 Kolejnym wyczekiwanym kosmetykiem była paletka pomadek Sleek. Prosiłam o kolor Ballet.


Trochę pobawiłam się tą paletką i o zgrozo porysowała się nieładnie... Niestety taki urok opakowań tej firmy, że łatwo się brudzą i rysują. 


Przepraszam, że nie pokazuję tej paletki nowo otwartej, ale tak mnie kusiło, żeby ją wypróbować, że nie mogłam się powstrzymać :) Tak prezentują się odcienie. 


Pomadki już wypróbowałam na ustach i muszę powiedzieć, że zawiodłam się... Codziennie wykonuję peeling ust, dlatego o suchych czy odstających skórkach, lub pękniętych ustach nie ma mowy, a te pomadki robią na nich jakąś totalną masakrę, efekt jest tak nieestetyczny, że nie wiem czy będę je nosić. O zgrozo nawet baza MAC (klik!) nie daje tu rady. Ładnie wygląda jedynie najciemniejszy odcień... Nie wiem co jest z tymi pomadkami, będę szukać na nie jeszcze jakiegoś sposobu. Mam dużo szminek nude i nie wiem co mnie podkusiło, żeby wybrać tę paletkę. Na dodatek Ballet, który widziałam w internecie różnił się kolorystycznie od tego, który dostałam. Może Sleek coś zmienił? Ehh, dam Wam jeszcze znać co z tą czwórką. Dodatkowo smuci mnie fakt, że kosztowała 9 Funtów, czyli znów przepłaciłam... Plusy tych pomadek to ich bardzo dobra pigmentacja oraz łatwość rozprowadzania na ustach. Dają lekko matowe wykończenie. Dołączonego pędzelka bardzo wygodnie się używa.

O tym korektorze pewnie wiele z Was już słyszało. Ja tak bardzo go polubiłam, że poprosiłam koleżankę o kolejne opakowanie. Korektor Lasting Perfection firmy Collection 2000 posiadam w odcieniu Fair, który idealnie współgra z moim odcieniem skóry twarzy. Używam go do maskowania cieni pod oczami i zaczerwienień na twarzy, tam sprawdza się idealnie. Na wypryski stosuję coś innego. 



Korektor jest bardzo dobrze kryjący i świetnie się z nim pracuje. Idealnie się rozprowadza i ładnie trzyma pod oczami cały dzień, nie wchodząc w załamania, nie podkreślając suchości skóry i nie tworząc sztucznych zmarszczek. Z korektora zadowolona jestem na maxa, kosztował mnie 3 Funty, czyli idealny deal :) Zamawiając na allegro płaciłam ponad 30 zł. 

Przepraszam, że jakość zdjęć nie jest jeszcze taka, jaka powinna być. Staram się jak mogę, ale nie posiadam póki co dobrego sprzętu do robienia zdjęć, a i walka z oświetleniem nie zawsze jest równa... :(


Co sądzicie o moich zakupach? Zastanawiałyście się nad kupnem któregoś z tych kosmetyków? A może macie je i podzielicie się przemyśleniami? ;) 

Pozdrawiam gorąco, Martyna :*


PS. Lubicie żonkile? Ja ostatnio próbuję nimi przywołać do siebie już trochę wiosny :P


poniedziałek, 23 lutego 2015

Dream Lips Lipliner Golden Rose nr 520

Cześć dziewczyny!



Zapraszam Was dzisiaj na krótki post z moim niedawnym nabytkiem. Będąc na zakupach wstąpiłam do punktu Golden Rose. Po krótkim badaniu terenu zdecydowałam się tylko na konturówkę do ust z serii Dream Lips w kolorze 520 (klik!)


Nie maluję ust konturówkami, używam ich jedynie do obrysowania, ale jako że posiadam bazę pod szminkę MAC, o której pisałam Wam wcześniej (klik!), postanowiłam przetestować ją na tym polu. Konturówka ma piękny odcień ciemnych winogron, idealny kolor na jesień i zimę. Producent obiecuje, że być wodoodporna i trwała. 

  

 

Przy pierwszym użyciu nałożyłam ją solo, tępo się rozprowadzała i podkreśliła suchość ust. Po zjedzeniu obiadu na ustach został tylko dość gruby obrys, ale środek ust był całkowicie starty. Fatalnie to wyglądało. Drugie podejście do konturówki było już z użyciem bazy MAC. Konturówka idealnie się rozprowadziła i przykleiła do ust. Nie było mowy o jakimkolwiek jej rozmazaniu czy starciu. Wytrzymała na ustach cały wieczór, 4,5 h, a także przetrwała jedzenie i picie. Później wróciłam do domu i sama ją zmyłam. Takiego trwałego efektu oczekiwałam i co prawda dostałam go, ale bez bazy ta konturówka nie nadaje się do noszenia na całych ustach. Jest wodoodporna, ale ściera się podczas mówienia i przy jedzeniu. Zapewne w duecie ze szminką byłaby bardzo trwała. 





Przepraszam, za troszkę krzywo pomalowane usta :) Konturówka zawiera niebieskie pigmenty, które optycznie wybielają zęby :)



Cena konturówki to 6,30 zł. Jest bardzo tania i z pewnością kupię jeszcze inne kolory bo jestem totalną maniaczką produktów do ust ;) 
Całuję, Martyna :)

sobota, 21 lutego 2015

Prep + Prime Lip MAC

Cześć dziewczyny!


O ile używanie bazy pod cienie, czy bazy pod podkład nie dziwi, to o bazie pod szminkę nie słyszymy tak często. Będąc w salonie MAC z zamiarem kupna szminki, pan który malował mi usta nałożył na nie najpierw bazę Prep + Prime. Tego dnia jak na złość zapomniałam balsamu do ust i nie wyglądały one najlepiej, były suche. Po nałożeniu tego produktu poczułam ogromną ulgę i idealne nawilżenie. Obsługujący mnie pan bardzo zachwalał tę bazę, mówiąc że nie tylko idealnie przygotuje moje usta na nałożenie ciężkiej i matowej pomadki, ale także znacznie przedłuży jej trwałość. Efekt jaki dał ten produkt i to, jak łatwo nakładała się na nim matowa pomadka zachęciły mnie do kupna. 


Baza wykręcana jest z wąskiego, czarnego opakowania i na ustach jest bezbarwna. Po jej nałożeniu zawsze odczekam aż stanie się lepka i dopiero później nakładam szminkę. Rzeczywiście baza wpływa na trwałość pomadki. Nawet te najtańsze, które szybko ścierały się z moich ust potrafią wytrzymać na nich 4-5 h, przy jednoczesnym mówieniu, całuskach i jedzeniu. Baza mocno je do siebie lepi i zapewnia równomierne zjadanie. Ten produkt to moja mała kosmetyczna rewolucja, w końcu nie muszę się martwić, czy nie mam szminki tylko na obwodzie ust, czy nie rozmazała się i wygląda estetycznie. 


Cena tej bazy to 70 zł (klik!). Zastanawiałam się, czy zamiast niej nie kupić sobie drugiej szminki i czy nie będzie to zbędny wydatek, ale uważam, że wybrałam dobrze. Jestem z niej bardzo zadowolona. Używam bazy praktycznie codziennie, w niewielkiej ilości. Jest wydajna. 

Używacie bazy pod szminkę? Może macie swoich ulubieńców w tej kategorii i możecie polecić mi coś tańszego o podobnym działaniu? 

Całuski, Martyna :)

czwartek, 19 lutego 2015

Ulubione dzienne perfumy s. Oliver Original

Cześć dziewczyny!

Dziś chciałabym przedstawić Wam jedną z moich ulubionych dziennych perfum. Zawsze kiedy jej użyję dostaję pytania co to za zapach. 

Mowa tu o kwiatowo-owocowej perfumie firmy s.Oliver Original (klik!)Nutami głowy są bergamotka, brzoskwinia i jabłko, nuty serca to róża i lilia, a nutami bazy są wanilia, ambra i ekstrakt białego cedru. Moja ma pojemność 30 ml, ale dzięki intensywnemu zapachowi wystarczą dwa psiknięcia, aby poczuł ją ode mnie każdy kto się zbliży. Niestety w Polsce nie są dostępne... Zawsze muszę sprowadzać je z Niemiec. Ich cena to 21 Euro. Za 30 ml takiej jakości perfum zapłaciłabym nawet więcej. Wracam do nich regularnie kiedy skończę buteleczkę. Zapach porównywany jest do Burberry Women.



Miałyście kiedyś te perfumy? Ja szczerze Wam je polecam, jeśli kiedyś gdzieś je dorwiecie to koniecznie powąchajcie :)

Pozdrawiam, Martyna :)

środa, 18 lutego 2015

Ziaja Liście Manuka




Cześć dziewczyny!

Co u Was? U mnie wszystko w porządku, cieszę się ostatnimi wolnymi dniami przed rozpoczęciem nowego semestru :) Dzisiaj przygotowałam dla Was post na temat serii Liście Manuka firmy Ziaja, które stały się hitem internetów i o których zapewne każda z Was już słyszała. Powiem Wam dlaczego, mimo że nie są to moi ulubieńcy wciąż kupuję kolejne opakowania :) do dzieła!



W swojej łazience posiadam cztery produkty z tej serii: żel myjący normalizujący na dzień/na noc, tonik zwężający pory na dzień/na noc, pastę do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom oraz krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc (którego zdjęć niestety nie mam, gdyż nie zabrałam go do domu na wakacje międzysemestralne). Próbowałam również żelu z peelingiem oczyszczającego pory na dzień/na noc.

1. Żel myjący normalizujący na dzień/na noc Ziaja Liście Manuka

Opakowanie i wydajność:
Opakowanie zawiera 200 ml produktu i wyposażone jest w pompkę. Dla mnie jest to duży plus, dozujemy ilość produktu, która nam odpowiada. Wydajność ciężko mi ocenić, gdyż używam tej serii tylko sporadycznie. 
Działanie: 


Używam go bardzo rzadko, gdyż ściąga moją skórę i wysusza ją dość mocno. Nie lubię takiego efektu, ale gdy moją skórę zaczynają nawiedzać przykre niespodzianki stosuję go na noc i nigdy dłużej niż 2-3 dni pod rząd. Przyspiesza on gojenie się wyprysków i zmniejsza zaczerwienienia. Z tym produktem szybko pozbywam się wyprysków z twarzy. Żel dobrze się pieni i rzeczywiście daje uczucie oczyszczonej skóry. 

Cena i dostępność:
Dostępne w firmowych punktach Ziaji, a także w drogeriach i aptekach. Cena bardzo przystępna, ja swój kupuję zawsze za 9,20 zł.
Skład:


Nikogo nie powinno dziwić działanie tego kosmetyku, jeśli spojrzy na skład. Na drugim miejscu SLS, który przyczynia się do silnego wysuszenia skóry, dalej substancje spieniające. Dopiero później gliceryna, która ułatwia przenikanie składników czynnych wgłąb skóry, ale może działać komedogennie, pantenol, który jest stymulatorem wzrostu i odnowy komórek oraz alantoina, która działa kojąco. Produkt jest perfumowany.

Podsumowując, dla mnie produkt nie nadaje się do codziennego użytku. Będę nadal go używać, ale tylko sporadycznie, gdyż jest to dobry żel do walki z niespodziewanymi gośćmi na mojej twarzy. Nie jest to moje pierwsze opakowanie, a w zapasie czeka już kolejne.

2. Żel z peelingiem oczyszczający pory na dzień/na noc Ziaja Liście Manuka

O tym produkcie bardzo krótko. Nie ujął mnie w sumie niczym, żel się nie pienił, drobinek było zbyt mało, aby można było mówić o peelingu z jego użyciem. Po zastosowaniu skóra nie wydawała się dobrze oczyszczona, a jednak uczucie ściągnięcia mi towarzyszyło. Nie należał do wydajnych, szybko się skończył, ale to chyba dobrze. Opakowanie wyrzuciłam od razu, przepraszam! Cena nie była zaporowa, ok. 10 zł.

3. Tonik zwężający pory na dzień/na noc Ziaja Liście Manuka

Opakowanie i wydajność:
W opakowaniu mieści się 200 ml produktu, ale dozownik jest totalnie nieudany. Trzeba się nieźle napsikać, żeby wacik był odpowiednio mokry. Nie mam ochoty na zabawę z nim i po prostu odkręcam opakowanie. Tonik jest wydajny. Od kiedy skończyłam zestaw z Fitomedu, tego produktu używam codziennie rano i wieczorem.

Działanie:


Produktu używam do tonizowania twarzy po oczyszczaniu produktem z wodą. Nie wypowiem się jeśli chodzi o demakijaż, gdyż nawet nie próbowałam. Delikatnie ściąga skórę, ale w porównaniu do żelu jest to ściągnięcie pożądane, gdyż rzeczywiście zmniejsza widoczność porów. Na następny dzień po zastosowaniu produktu skóra jest promienna, jaśniejsza, wygładzona, niedoskonałości przygaszone i na etapie gojenia. Podoba mi się ten tonik. Pomaga w walce z przebarwieniami, gdyż delikatnie złuszcza naskórek.

Cena i dostępność.
Dostępne w firmowych punktach Ziaji, a także w drogeriach i aptekach, nie pamiętam gdzie, ale dorwałam go za zawrotną sumę 6,20 zł :) 

Skład:


Głównym składnikiem aktywnym jest tutaj kwas migdałowy, oprócz tego zawiera ekstrakt z liści Manuka o działaniu antybakteryjnym, ściągająco-łagodzący glukonian cynku, nawilżający kwas laktobionowy i łagodzącą prowitaminę B5. Nie zawiera alkoholu, perfumowany.

Nie jest to moje pierwsze opakowanie, a któreś już z kolei. Będę do niego wracać, gdyż delikatne kwasy dobrze wpływają na kondycję mojej skóry, a niska cena dodatkowo zachęca do kupna.

4. Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom Ziaja Liście Manuka


Opakowanie i wydajność:
Opakowanie to klasyczna tuba, w której znajdziemy 75 ml produktu. Niestety zamknięcie jest trochę felerne i trzeba użyć dużej siły, aby dobrze je zatrzasnąć. Wydajność bardzo dobra, pasta wystarcza na naprawdę długi czas, a ilość potrzebna do oczyszczenia całej twarzy jest niewielka.
Działanie:
Pasta jest całkowicie biała i gęsta, dzięki malutkim drobinkom świetnie ściera martwy naskórek, przez co skóra wydaje się być oczyszczona, a pory i zaskórniki mniej widoczne, lecz nie całkowicie zlikwidowane. Ja używam jej raz w tygodniu, dla mojej skóry jest zbyt mocna i mogę sobie pozwolić tylko na krótkie i lekkie masowanie twarzy, później jest zbyt zaczerwieniona i podrażniona. Dobrze wpłynęła na widoczność zaskórników i przebarwień.

Cena i dostępność:
Tak jak wszystkie kosmetyki Ziaji dostępna jest w firmowych punktach Ziaji, a także w drogeriach i aptekach. Ja zapłaciłam za swoją ok. 8 zł.

Skład:


Pasta zawiera kwas krzemowy, który jest środkiem ścierającym, pantenol, który pełni funkcję antystatyczną, oraz glicerynę, która ułatwia przenikanie składników czynnych wgłąb skóry, ale może działać komedogennie. Oprócz tego, jako główny składnik antybakteryjny wykorzystano ekstrakt z liści manuka.

Jest to moja druga tubka i zastanawiam się czy kupię ten produkt ponownie. Mimo, że mi odpowiada mam ochotę zakupić oczyszczający peeling do twarzy z korundem marki Sylveco.

5. Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc Ziaja Liście Manuka


Krem kupiłam z ciekawości, jako zastępstwo dla La Roche-Posay Effaclar Duo +. Ciekawa byłam jak delikatny 3% kwas migdałowy podziała na moją skórę i czy efekty po zastosowaniu będą lepsze, niż po moim absolutnym hicie, którym jest Effaclar.

Opakowanie i wydajność:
Krem zamknięty jest w zakręcanej tubce i jest go 50 ml. Jest wydajny, gdyż jego konsystencja jest lekko żelowa i niewielka ilość wystarcza, aby pokryć nim twarz.

Działanie:
Krem przyjemnie rozprowadza się na twarzy, szybko się wchłania i nie daje uczucia ściągnięcia, skóra jest lekko nawilżona, ale czuć że coś się dzieje. Na następny dzień budzę się z przyjemnie wygładzoną, promienną skórą. Krem działa na mnie naprawdę dobrze, przyspiesza gojenie wyprysków i zmniejsza zaczerwienienia. Effaclar Duo mogłam jednak stosować codziennie, a tutaj przy kilku dniach pod rząd czuję już lekką potrzebę do zmiany. Wówczas stosuję coś regenerującego i nawilżającego.

Cena i dostępność:
Ogólnie dostępny (apteki, drogerie, punkty Ziaja), cena niziutka, ok. 10 zł.

Skład:
Głównym składnikiem aktywnym jest tutaj 3% kwas migdałowy. Oprócz tego krem zawiera izoheksadekan, który tworzy na skórze warstwę zapobiegającą nadmiernej utracie wody i odżywia ją, oraz pantenol przyspieszający gojenie się ran i podrażnień, ściągająco-łagodzący glukonian cynku oraz antybakteryjny ekstrakt z liści manuka.

Podsumowując, krem jest dobry i bardzo wydajny, dlatego póki co zajmę się wykończeniem tej tubki. Z pewnością poinformuję Was później, czy kupię go ponownie, bo po Effaclar jednak bardziej lubiłam swoją skórę. Krem mogę z czystym sumieniem polecić, jeśli macie problemy z wypryskami, mieszaną lub tłustą skórę, choć myślę, że normalnej również krzywdy nie zrobi, gdyż jest bardzo delikatny w swoim działaniu. Należy jednak obserwować swoją skórę i samemu poznać jej potrzeby. 

Ziaja Liście Manuka to pierwsza ich tak udana seria, praktycznie wszystkie produkty mogę Wam polecić, bądź zachęcić do chociażby spróbowania, jeśli borykacie się z problemami skórnymi. Post uzupełnię jeszcze zapewne o zdjęcia kremu, gdyż na przerwę międzysemestralną zabrałam ze sobą tylko niewielką ilość w słoiczku. 

Całuję, Martyna :)

piątek, 13 lutego 2015

#1 Denko

Cześć dziewczyny!


Przybywam dziś do Was z dość obszerną notką. Pojawi się w niej kilka produktów, które ostatnio zużyłam i których działanie chciałabym podsumować. Bez zbędnego przedłużania, przejdźmy do rzeczy :)

Zacznę od produktów do włosów, gdyż jest ich tu najwięcej. Jako zapalona włosomaniaczka testuję ich całkiem sporo ;)

1. Regenerująca maska do włosów zniszczonych i łamiących się Alverde z winogronami i awokado.


Kupiłam ją, gdyż używałam już wielu produktów tej firmy i byłam ciekawa jej działania. Moje włosy są niskoporowate, cienkie, proste i mają tendencję do puszenia się. Producent zaleca stosowanie jej przy włosach problematycznych, zniszczonych, łamliwych. Moje nie do końca do takich należą, gdyż ich stan jest bardzo dobry, ale jako że rezygnacja z suszarki jest dla mnie póki co niemożliwa i są one często narażone na działanie ciepłego powietrza chciałam stosować ją zapobiegawczo. Na produkt skusiłam się również dlatego, iż przez długi czas stosowałam olejek z awokado, który bardzo się moim włosom przysłużył i świetnie wpłynął na ich kondycję. Firma Alverde produkuje kosmetyki naturalne, wegańskie, co bardzo mi odpowiada, a maska jest pozbawiona silikonów, które tylko sporadycznie goszczą na moich włosach. To tyle tytułem wstępu.

Opakowanie i wydajność:
Opakowanie jest typowe dla produktów tej firmy. Estetyczne, kolorowe, przyjemne dla oka. Maska zamknięta jest w tubie. Konsystencja  jest gęsta, przyjemna i kremowa, zapach mi się podoba, jest lekki i nie gryzie w nos, utrzymuje się na włosach. Jej pojemność to 100 ml i jeśli chodzi o wydajność to trochę ciężko mi ją ocenić, gdyż nie żałowałam sobie i nakładałam pod czepek dużą ilość. W sumie skończyła mi się po kilku użyciach. Producent zaleca by pozostawiać ją na włosach na 3 minuty i stosować 2-3 razy w tygodniu. Ja nie używałam jej tak często, gdyż mam dużo innych masek. 

Działanie: 
Moje wrażenia co do działania maski: po spłukaniu czuć dużą różnicę, włosy są mięciutkie i gładkie, ładnie się błyszczą, ale nie są przetłuszczone. Nie obciąża włosów, są sypkie i ładnie się układają. Nie uzyskamy z nią jednak efektu wow, włosy po prostu wyglądają na zadbane. Nie powoduje u mnie problemów z rozczesywaniem. Ogólnie moje włosy należą do bardzo podatnych na plątanie i wcale nie jest łatwo je rozczesać, ale nie zauważyłam by maska podbijała ten problem.

Cena i dostępność:
Cena maski to ok 2-3 euro, a dostaniemy ją niestety tylko w drogeriach DM, które znajdują się na terenie Niemiec i Czech. Kosmetyki z DMów można jednak coraz częściej znaleźć w małych sklepikach z chemią niemiecką. Jeśli poprosicie może jakaś miła pani zechce ją dla Was sprowadzić. 

Skład:


Zgodnie z polityką firmy znajdziemy to wiele naturalnych olei i ekstraktów roślinnych z kontrolowanych certyfikowanych upraw. W składzie m.in. olej z awokado (Persea Gratissima Oil), ekstrakt z owoców winogron (Vinis Vinifera Fruit Extract), olej sojowy (Glycine Soja Oil), olej jojoba (Simmondsia Chinensis Seed Oil) oraz olej słonecznikowy (Helianthus Annus Seed Oil) na różnych pozycjach.

Podsumowując, maska nie przeszkadza moim włosom, wręcz przeciwnie, dlatego uważam, że od czasu do czasu mogę zaserwować im taką kurację.

2. Regenerujący i intensywnie nawilżający szampon z olejkiem migdałowym i arganowym Alverde do suchych i łamliwych włosów.


Od dawna używam szamponów Alverde, gdyż z każdego jestem zadowolona i lubię do nich wracać. Jak pisałam wyżej, nie mam problemów z włosami, kupuję po prostu zapobiegawczo lub ze zwykłej ciekawości, bo a nuż będą one wyglądać jeszcze lepiej. Alverde nie testuje na zwierzątkach, a to dla mnie kolejna zachęta by próbować ich produktów.

Opakowanie i wydajność:
Wygodne opakowanie i płaskie zamknięcie, co bardzo lubię, bo gdy kończy się szampon mogę bez problemu postawić do góry dnem i wszystko ładnie mi ścieknie, co pozwala zużyć produkt do końca. Opakowanie jest typowe dla produktów tej firmy, kolorowe ale estetyczne i czytelne. Pojemność to 200 ml i jeśli chodzi o wydajność to niestety jest mała. Mam dużo szamponów i stosuję je naprzemiennie, jednak te z Alverde zawsze szybko się kończą. Zapach bardzo ładny, delikatny, wyczuwam tu oba olejki. Konsystencja żelowa, kolor przezroczysty.

Działanie: 
Lubię ten szampon za jego działanie, rzeczywiście włosy po nim nie są wysuszone, a wręcz przeciwnie, miękkie. Nie zauważyłam wzmożonego plątania włosów. Całkiem dobrze się pieni. Nie tworzy efektu siana, nadaje włosom lekki błysk.Nie obciąża, nie powoduje u mnie szybszego przetłuszczania.

Cena i dostępność:
Ok 2-3 euro w drogerii DM. W naszym kraju niestety niedostępne.

Skład:



Nie zawiera silikonów. W składzie m.in. olej arganowy (Argania Spinosa Kernel Oil), olej migdałowy (Prunus Amygdalus Dulcis Oil), proteiny kukurydzy (Hydrolyzed Corn Protein), pszenicy (Hydrolyzed Wheat Protein), soi (Hydrolyzed Soy Protein) oraz wyciąg z korzenia rzodkiewki (Radish Root Ferment Filtratena różnych pozycjach.

Podsumowując, lubię ten szampon, w zapasie mam kolejną butelkę i będę z przyjemnością go używać.

3. Łagodny szampon z wyciągiem z brzozy i szałwii do podrażnionej i wrażliwej skóry głowy Alverde.




Szampon ten ma mieć również działanie przeciwłupieżowe, czego jednak nie mogę stwierdzić, gdyż nie stosowałam go pod tym kątem. Kupiony z ciekawości. 

Opakowanie i wydajność:
Wygodne opakowanie i płaskie zamknięcie, tak jak w szamponie recenzowanym powyżej. Opakowanie typowe dla produktów tej firmy. Pojemność to 200 ml i z wydajnością jest podobnie jak przy szamponie migdałowo-arganowym. Zapach delikatny i przyjemny, nie utrzymuje się na włosach, troszkę ziołowy. Konsystencja żelowa, przezroczysty.

Działanie:
Delikatnie myje, ale zarazem dobrze oczyszcza. Lubię go. Pozostawia świeże włosy, miłe w dotyku. Nie plącze ich. Nie obciąża włosów, wręcz przeciwnie, są czyściutkie i sypkie. Nie zauważyłam by włosy przetłuszczały się szybciej. Dobrze się pieni.

Cena i dostępność:
Ok. 2-3 euro w drogeriach DM.

Skład:


Nie zawiera silikonów, w składzie m.in. ekstrakt z brzozy (Betula Alba Leaf Extract), ekstrakt z szałwii (Salvia Officinalis Leaf Water), proteiny kukurydzy (Hydrolyzed Corn Protein), pszenicy (Hydrolyzed Wheat Protein), soi (Hydrolyzed Soy Protein) oraz wyciąg z korzenia rzodkiewki (Radish Root Ferment Filtratena różnych pozycjach.

Podsumowując, lubię ten szampon, sprawdza mi się bardzo dobrze, tak jak inne z tej firmy. W zapasie mam kolejną butelkę.

4. Szampon ziołowy do włosów tłustych Fitomed.


Kupiłam go, ponieważ lubię kosmetyki tej firmy do twarzy i chciałam spróbować czegoś do włosów. Nie mam tłustych włosów, ale myję je codziennie. Miałam nadzieję, że mycie tym szamponem przedłuży ich świeżość.

Opakowanie i wydajność:
Zamknięty w typowej dla kosmetyków tej firmy butelce z zamknięciem. Szata graficzna również typowa, oszczędna. Pojemność szamponu to 250 ml i jeśli chodzi o wydajność to kosmetyki tej firmy są w tej dziedzinie prawdziwym pionierem. Miałam go bardzo długo, używałam naprzemiennie z innymi szamponami ale ten skończył się zdecydowanie najpóźniej. Konsystencja rzadka, kolor ciemnobrązowy, zapach ziołowy. 

Działanie:
Szampon świetnie się pieni, niewielka jego ilość wystarczy aby dobrze oczyścić włosy. Zostawia je naprawdę czyste i świeże, absolutnie nie obciąża, nie przetłuszcza. Dobrze zmywa oleje. Po umyciu włosy są sypkie, błyszczą się i wyglądają zdrowo, nie przesusza. Wydaje mi się, że szampon ten przyczynił się do zmniejszenia wypadania moich włosów.

Cena i dostępność:
Dostępne na stronie aptek Dbam O Zdrowie, wraz z całą resztą kosmetyków tej firmy, a że zamówić można dopiero od kwoty 20 zł, to zawsze wybieram kilka. Jego cena to ok 12 zł, więc naprawdę bardzo przystępna biorąc pod uwagę działanie i wydajność.

Skład:


Nie zawiera silikonów. Środkiem myjącym są tutaj saponiny uzyskane z korzenia mydlnicy lekarskiej.W skład szamponu wchodzą również wyciągi z: pokrzywy, szałwii, skrzypu, szyszek chmielu, rozmarynu.

Podsumowując, szampon ten zagości u mnie jeszcze nie raz, bardzo go lubię i świetnie wpływa na moje włosy. Każda włosomaniaczka powinna mieć go w szafce. Za taką cenę grzech się nie skusić.

Żegnamy teraz produkty włosowe i przechodzimy dalej :)

5. Balsam do ust z mocznikiem Balea.


Kupiłam ten balsam, gdyż zgubiłam mój carmex i potrzebowałam szybko nawilżyć czymś usta. Nie wiązałam z nim większych nadziei.

Opakowanie i wydajność:
Balsam zamknięty jest w małej 10 ml tubce z aplikatorem z dziurką na środku przez którą wydobywa się produkt pod wpływem nacisku naszych palców. Bardzo odpowiada mi ten aplikator, ponieważ  do balsamu wrzuconego w czeluści torebki często przylepiały się jakieś okruszki czy włókna, a pozwala on na łatwe i szybkie jego wyczyszczenie. Szata graficzna całkiem przyjemna dla oka. Wydajność świetna, wystarczył mi na pół roku stosowania kilka razy dziennie!





Działanie:
Balsam dzięki zawartemu mocznikowi dobrze nawilża usta, nie klei ust, pozostawia przyjemną kremową warstwę. Zapach neutralny, nie potrafię go określić, ale nie przeszkadza mi. Zostawiony na noc grubszą warstwą, jest wyczuwalny po przebudzeniu a usta pięknie nawilżone i zregenerowane. Minusem dla mnie jest to, że przy jedzeniu i piciu znika z ust bardzo szybko. Przy carmexie mogę jeść i pić, a później produktu nie muszę ponownie dokładać.

Cena i dostępność:
Dostępne niestety tylko w drogeriach DM i to nie zawsze, obawiam się, że były one tylko chwilowo w sprzedaży. W każdym razie, na ich miejsce już wskoczyły jakieś inne w czerwonym opakowaniu. Cena niziutka: ok. 1,3 euro.

Od czasu kiedy zrobiłam sobie zapas tych balsamów nie kupuję już carmexu. Ten zdecydowanie mi wystarcza i jestem zadowolona z jego działania. Zimą również radzi sobie bardzo dobrze, usta mi nie pękają, nie przesuszają się, nie szczypią i nie tworzy się zimno, ani kąciki. Ubolewam, że już nie spotykam ich w DM :( Mam nadzieję, że jeszcze się pojawią.

6. Lekki krem brzozowy Sylveco.


Krem ten zbiera bardzo dużo pozytywnych opinii, dlatego zachęcona pobiegłam do sklepu zielarskiego z zamiarem zakupu. Niestety kosmetyki tej firmy jeszcze nie wszędzie są dostępne, dlatego troszkę musiałam się nabiegać zanim go upolowałam ;P

Opakowanie i wydajność:
Opakowanie białe, estetyczne z pompką, co traktuję jako ogromny plus, gdyż do kremu nie dostają się zanieczyszczenia i bakterie, co często ma miejsce przy kremach w słoiczku. Wydajność również oceniam na plus, stosowałam go codziennie rano i starczył mi na ok. 4 miesiące. Pompka działa miękko, wyciskamy tylko tyle produktu ile chcemy. Konsystencja lekka, kremowa, zapach przyjemny, podobny do woni wody brzozowej.

Działanie:
Nie bez powodu krem zbiera same pozytywne opinie. Jest idealny na dzień, cudownie nawilża i pozostawia skórę przyjemną w dotyku, bez tłustego filmu, lekko napiętą. Makijaż trzyma się na nim bez zarzutu, nie roluje podkładu, wręcz przeciwnie, świetnie "przykleja" go do twarzy. Jest komfortowy w noszeniu. Nie zapchał mojej skóry, działa kojąco (stosowałam również przy uczuleniu po hennie i dawał uczucie ulgi). Nadaje się do każdego typu cery.

Cena i dostępność:
Dostępny jest w sklepach zielarskich, lecz nie wszystkich. Ja sprowadziłam go sobie na zamówienie. Kosztował 27,50 zł. Znalazłam w innym mieście ten krem w niższej cenie, warto przejść się po kilku i sprawdzić gdzie cena jest najkorzystniejsza. 

Skład:
Niestety nie posiadam już kartonika po kremie i nie znam jego dokładnego składu, jednak jest to produkt naturalny. W składzie znajdziemy brzozę białą i mydlnicę lekarską, jako główne składniki aktywne. Oprócz tego zawiera ekstrakt z aloesu oraz ksylitol o działaniu wybitnie nawilżającym i zmiękczającym. Krem wzbogacony jest również o naturalne oleje roślinne, masło karite i alantoinę. Dodatkiem jest witamina E. 

Krem jest idealny, przynosi świetne rezultaty od początku stosowania. Myślę, że ten krem będzie idealnym prezentem dla Twojej skóry :) Mam w zapasie drugie opakowanie, ale chwilowo postanowiłam przetestować coś tańszego. Kiedy wyrobię sobie opinię, na pewno dam znać :)

7. Antyperspirant w kulce Nivea Invisible.

Nie posiadam ulubionego antyperspirantu, jednak w mojej szafce chyba najczęściej goszczą te z Nivea. Po wykorzystaniu tego znów skusiłam się na kulkę z tej firmy, ale innej serii.

Opakowanie i wydajność:
Opakowanie przezroczyste, szklane, czyli to co lubię! Przynajmniej wiem kiedy mój produkt się kończy i nie mam przykrych niespodzianek :) Dobrze trzyma się go w dłoni, nie wyślizguje się. Wydajność średnia, wydaje mi się, że te kulki z Nivea trochę za szybko się kończą. Opakowanie zawiera 50 ml produktu. 


Działanie:
Jeszcze nie znalazłam produktu w tej kategorii, który w pełni spełniłby moje oczekiwania. Przetestowałam ich wiele zaczynając od ałunu a kończąc na Etiaxilu (bardzo dobry, ale skóra moich pach za bardzo mnie bolała po jego zastosowaniu i musiałam zrezygnować). Chroni przed potem, jednak w ekstremalnych sytuacjach nie można w 100% na nim polegać. Plusem jest fakt, że neutralizuje nieprzyjemny zapach potu. Mimo, że spocimy się, poczujemy tylko jego zapach, który swoją drogą jest bardzo ładny, typowy dla produktów Nivea, który nie kłóci się z perfumami. Jest w porządku do codziennego stosowania i nie brudzi ubrań. Często chodzę ubrana na czarno i jak dla mnie jest to istotny punkt. Nie podrażnił mi skóry nawet po goleniu. Minusem tej kulki jest niestety fakt, że powoli się wchłania. 

Cena i dostępność:
Dostępny w każdej drogerii, cena ok 11 zł.

Póki co zakupiłam kolejną kulkę tej firmy i chyba sprawdza się lepiej w sytuacjach stresujących.


Ufff, to już koniec mojego pierwszego projektu denko, niby kilka produktów a jednak po zużyciu całego dużo rzeczy wymaga komentarza. Mam nadzieję, że recenzje Wam się przydadzą :) Dajcie znać, czy miałyście któryś z produktów i co o nim sądzicie, a jeśli nie, to dajcie znać czy planujecie coś zakupić :) Całusy :*