niedziela, 27 grudnia 2015

Norel dr Wilsz Mandelic Acid Tonic - Gel

Cześć Dziewczyny!!


Przychodzę dziś do Was z nowym postem na temat produktu, który pomaga mi utrzymać moją skórę twarzy w idealnym stanie. Każdej jesieni poddaję ją zabiegom z kwasami, aby wyrównać koloryt po lecie i wygładzić ją. W tym roku postawiłam na tonik z kwasem i mocniejszy krem (o kremie, który stosuję będzie kolejny post). Długo zastanawiałam się jaki tonik kupić, ale że nie znalazłam nic w przystępnej cenie zamówiłam glukonolakton (kwas PHA) i sama robiłam sobie tonik. Zrobiłam może 2-3 porcje i zrezygnowałam, nie mam czasu i nie lubię sama robić sobie kosmetyków. To zdecydowanie nie dla mnie. Znów rozpoczęłam poszukiwania idealnego toniku i w końcu go znalazłam. Zamówiłam przez internet tonik- żel firmy Norel Dr Wilsz


Kiedy do mnie dotarł, od razu rozpoczęłam swoją kurację. Na początku używałam go rozprowadzając na twarzy za pomocą wacika kosmetycznego, efekt był, ale dosyć słaby, skóra lekko się łuszczyła. Teraz stosuję go inaczej: na dłoń wylewam 3-4 (dokładnie!!) krople żelu, rozprowadzam palcami na całej twarzy (omijając okolice oczu), a następnie dokładnie wklepuję. Przy tym sposobie skóra łuszczy się o wiele szybciej, po aplikacji czuć też szczypanie i skóra czerwieni się. 


W zależności od dnia (w tygodniu mam kilka cykli pielęgnacyjnych: mocne złuszczanie, złuszczanie z odżywieniem, regeneracja) używam z tonikiem różnych produktów: mocnego kremu lub olejku. Zbyt długie używanie samego toniku z mocnym kremem może spowodować więcej szkody niż pożytku, dlatego ten duet stosuję tylko 3 dni w tygodniu. Po tych trzech dniach mocnego złuszczania skóra jest hipergładka, a koloryt wyrównany. W tej chwili nie mam już na skórze żadnych przebarwień, a tonik stosuję około 6 tygodni. Jak to przy kuracjach kwasami bywa, skóra twarzy łuszczy się. Suche skórki nie wyglądają najlepiej pod makijażem, są widoczne i konieczne są regularne peelingi. Ja jednak wykonuję go dopiero po 3 dniach mocnego złuszczania, gdyż mam delikatną skórę i nie chcę jej mocno trzeć. Tonik Norel pomoże również szybciej zagoić się wypryskom.


Tonik polecam osobom, które chcę pozbyć się przebarwień, ujednolicić cerę i wygładzić ją. Tonik Norel nie posiada w składzie alkoholu, za to:

  • 6% kwas migdałowy o działaniu oczyszczającym i rozjaśniającym,
  • glukonolakton, który działa przeciwzapalnie i wycisza grę naczyniową,
  • kwas laktobionowy, chroniący skórę przed wolnymi rodnikami, likwiduje stany zapalne i doskonale nawilża,
  • pantenol  o działaniu kojącym i nawilżającym.


Tonik- żel Norel Dr Wilsz był strzałem w dziesiątkę. Ja swój zamówiłam na allegro, jest to starsza wersja, teraz dostępne są już w nowych opakowaniach. Za 200 ml produktu zapłaciłam niecałe 50 zł i biorąc pod uwagę wydajność produktu- nie wiem kiedy go skończę, ale kuracja nim potrwa z pewnością przynajmniej do marca.


Co sądzicie o kuracjach kwasowych jesienią i zimą? Stosujecie? Jakich produktów używacie? Piszcie :)

Całuski!! :*:*


niedziela, 22 listopada 2015

Stenders Body Lotion & La Luxe Paris City Look

Cześć Dziewczyny!


Jak Wam mija niedziela? :) Dla mnie ten dzień zawsze jest szczególny, bo jedyny wolny w tygodniu. Niedzielę więc poświęcam na odpoczynek i leniuchuję :) W tym momencie na włosy nałożyłam olejek z pestek moreli, zaparzyłam kawę i otworzyłam nowe Avanti :)

Jak Wy spędzacie niedziele? :)

Dziś przychodzę do Was z postem na temat dwóch kosmetyków. W planie miałam napisać tylko o jednym, ale jestem tutaj tak rzadko przez mój brak czasu, że muszę nadrabiać dłuższymi postami i bardziej je urozmaicać.

Skóra mojego ciała jest normalna, jednak ja nie wyobrażam sobie po kąpieli nie zastosować balsamu nawilżającego. Jakiś czas temu, będąc na zakupach w perfumerii Douglas moją ciekawość przykuły kosmetyki pielęgnacyjne marki Stenders. Mój balsam do ciała już powoli się kończył, więc stwierdziłam, że poznam tę firmę i kupię ich produkt na próbę. Kiedy zaczęłam wąchać ich balsamy przepadłam. Zapachy są owocowe, intensywne, ale absolutnie nie drażniące dla nosa, wręcz przeciwnie, ma się ochotę je zjeść! Są świeże, energetyzujące i orzeźwiające.


Balsam ma lekką ale bogatą konsystencję, intensywnie nawilża, a wchłania się bardzo szybko, dzięki czemu od razu można się ubrać, bez obaw, że ubrania przykleją nam się do ciała. Balsamy Stenders wyróżniają się w 95,3 % naturalnymi składnikami- oleje, ekstrakty i olejki eteryczne. Skóra po użyciu jest niezwykle miękka, przyjemna w dotyku i cudownie pachnąca. Idealne zwieńczenie relaksującej kąpieli. Miałam problem z wyborem zapachu, bo wszystkie są nieziemskie, ale w końcu wybrałam morelowy. Po zastosowaniu nie mogę przestać wąchać skóry. Cudo!! Olejek z moreli zmiękcza i wygładza skórę. Balsam ma ładne i wygodne opakowanie z pompką, która dozuje idealną ilość produktu. Wystarczy 5 pompek aby nawilżyć całe ciało.




















Za 250 ml produktu zapłaciłam 47,90 zł, nie jest to najtańszy produkt, ale dosyć wydajny, a już na pewno tak przyjemny w stosowaniu, że nie żałuję żadnej wydanej złotówki. Serdecznie polecam tym dziewczynom, dla których oprócz działania nawilżającego ważne są również pięknie otulające ciało zapachy :)

Jak część z Was pewnie słyszała, tydzień temu w Łodzi odbywał się Fashion Week. Główną marką makijażową była firma La Luxe Paris. Z tej okazji mam również okazję testować ich kosmetyki, nie tylko do makijażu. Dziś w kilku słowach opowiem Wam o szybkoschnących lakierach do paznokci.


Posiadam kilka kolorów z serii City Look, na zdjęciu na paznokciach mam szary, stalowy o numerze 26, który idealnie wpasowuje się w klimat jesieni. Paznokcie wyglądają genialnie i nietuzinkowo, przykuwają wzrok pięknym metalicznym połyskiem, ale nie są nachalne. Zdjęcie zrobiłam z 3-dniowym manicure, prawda że świetnie się trzyma?


Lakier gładko się rozprowadza, ma rzadką konsystencję i wygodny pędzelek. Wysycha w tempie ekspresowym!! Jakość jest tak wysoka, że ciężko uwierzyć, że tak tani lakier może być aż tak dobry. Dziewczyny!! Jeśli jesteście zapracowane, ale ważne jest dla Was by mieć zawsze pomalowane paznokcie to te lakiery są dla Was!! Pomalowałam paznokcie i po 15 min mogłam już spokojnie używać rąk (każda kobieta wie o co chodzi :D), bez obaw, że na pomalowanej płytce coś się odbije lub zedrze. Te lakiery podbiły moje serce, z pewnością będę Wam pokazywać inne kolory, które do mnie trafiły.

Kosmetyki La Luxe Paris nie są łatwo dostępne, czasem można je spotkać w małych drogeriach, albo rzucane są do Biedronki. Szukajcie!! Ja kosmetyki tej firmy dostałam, nie znam cen i nie mogę znaleźć w sieci. Lakier ma pojemność 5 ml, myślę, że jego cena nie będzie wyższa niż 6-7 zł. Świetna jakość, produkt godny polecenia, a Wasze portfele z pewnością nie ucierpią.

Od razu zaznaczam, że post nie jest sponsorowany, kosmetyków La Luxe Paris nie dostałam do recenzji blogowych, opinia jest moja własna i w 100 % szczera! :)


Używałyście kosmetyków marki Stenders i La Luxe Paris? Co o nich sądzicie? A może macie ochotę je wypróbować? Piszcie! :)

Całuję!! :*:*:*:*

EDIT. 
Od 26 listopada kosmetyki La Luxe Paris będziecie mogły zakupić w Lidlu! :):)


niedziela, 8 listopada 2015

Eveline, Advance Volumiere, Skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1

Cześć Dziewczyny!!


Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku :) przygotowałam dziś dla Was post, o produkcie tanim, a genialnym, który warto mieć w swojej kosmetyczce. Mowa o skoncentrowanym serum do rzęs 3 w 1, Advance Volumiere, Eveline.

Obecnie nie narzekam na wygląd swoich rzęs, są długie i gęste dzięki kuracjom różnymi odżywkami. Szukałam produktu, który mogłabym nakładać pod tusz, a który chroniłby je i wzmacniał. Będąc na zakupach w drogerii Jasmin  wypatrzyłam serum Advance Volumiere od Eveline. 


Serum znajduje się w opakowaniu przypominającym tusz do rzęs, a aplikator stanowi silikonowa szczoteczka. Ma ono kolor biały, który też na rzęsach zostawia. Przyjemnie się go aplikuje, nie ma nieprzyjemnego zapachu i nie podrażnia oczu. Producent zapewnia, że w skład serum skoncentrowanego do rzęs 3 w 1 Eveline wchodzą składniki naturalnego pochodzenia: Bio Restore Complex, kwas hialuronowy, oraz D- pantenol, które w skrócie mają odbudowywać i chronić strukturę włosa, zapobiegać ich wypadaniu podczas demakijażu, nawilżać, rewitalizować i stymulować ich wzrost, a także uelastyczniać i odżywiać  rzęsy od nasady aż po same końce.


Serum nakładam jedną warstwą na górne i dolne rzęsy, czekam chwilę i aplikuję tusz. Kolor biały nie jest trudny w zakryciu, jeśli dokładnie wyczeszemy włoski. Serum zachowuje się jak pierwsza warstwa tuszu, wydłuża i zagęszcza rzęsy, a kładąc na nie dobry tusz możemy uzyskać efekt całkiem niezłych firanek. Mnie efekt bardzo się podoba, rzęsy są naprawdę zachwycające. Takiego efektu nie uzyskuję przy pomocy samego tuszu. Po skoncentrowanym serum rzęsy stają się sprężyste i łatwo uzyskać wtedy mocne podkręcenie przy pomocy tuszu. Odnoszę też wrażenie, że rzeczywiście rzęsy są mocniejsze i nie wypadają przy demakijażu. 


Serum Advance Volumiere nie jest drogie, zapłaciłam ok. 14 zł, ale można dostać je taniej na promocjach. Uważam, że jest warte zakupu, a jeśli ktoś ma krótkie i niezbyt gęste rzęsy, może pozytywnie zaskoczyć się efektem po jego użyciu. Myślę, że ten produkt na stałe zagościł już w mojej kosmetyczce.

Używacie produktów ochronnych pod tusz do rzęs? Znacie serum Advance Volumiere? Co sądzicie o tym produkcie? A może w Waszych kosmetyczkach jest coś jeszcze lepszego? Piszcie! :)

Całuski, Martyna :*:*:*

środa, 28 października 2015

Pupa Like a Doll

Cześć Dziewczyny!


Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku :) Jakiś czas temu byłam na zakupach w Douglas. Akurat kończył się mój ulubiony podkład MAC Face and Body, a że do najbliższego salonu MAC mam 100 km stwierdziłam, że poszukam sobie jakiegoś zamiennika. W moje łapki wpadł podkład firmy Pupa z serii Like a Doll w kolorze 030 Natural Beige.


Podkład znajduje się w szklanej buteleczce z pipetą i tutaj na wstępie produkt dostaje u mnie plus, bo uwielbiam pipety, zapewniają higieniczną aplikację kosmetyku. Buteleczka jest ładna, nakrętka prosto się skręca. Podkład zawiera filtr UV SPF 15 za co kolejny plus. Nie mam czasu na nakładanie filtrów i czekanie aż się wchłoną, żeby rozprowadzić podkład.


Spośród podkładów w ofercie Douglas wybrałam własnie ten, bo przypomina konsystencją co nieco właśnie Face and Body MAC. Tak jak MAC jest to lekki fluid w płynie, zapewnia krycie lekkie do średniego, co mi bardzo odpowiada, bo lubię kiedy widoczna jest faktura skóry. Dbam o swoją cerę i chcę tylko lekko ją ujednolicać, a nie zakrywać. Nie lubię kiedy ludzie wokół widzą, że mam na skórze podkład. Różnice pomiędzy tymi podkładami oczywiście są. MAC ma konsystencję wodnistą, ale nie daje suchego wykończenia, a lekko lepkie. Like a Doll z kolei od razu po nałożeniu daje satynowe wykończenie. 


Na podkładzie Pupa świetnie pracuje się bronzerem, nie klei się, a bardzo gładko rozprowadza, nie ma mowy o problemach z równomiernym roztarciem. Skóra wygląda pięknie, bardzo naturalnie i nieskazitelnie, nie daje płaskiego efektu. Mam cerę mieszaną i u mnie podkład utrzymuje się dobrze ok 5-6 godzin. Zazwyczaj, kiedy mam go na twarzy już 6 godzin to przypudrowuję się, bo jeśli dojdzie do przetłuszczenia mojej skóry, to nic już go nie uratuje. Z przetłuszczonej skóry ściera się i ściąganie sebum chusteczką czy bibułką nic nie pomoże, tworzą się plamy i wygląda to okropnie. Myślę, że na cerze suchej czy normalnej wytrzyma o wiele dłużej, bez żadnych poprawek.  


Podkład ma formułę lekko oleistą, dzięki czemu tak świetnie się rozprowadza. Nie zapchał mnie, ani nie spowodował wystąpienia wyprysków. Mój odcień jest idealny, nie ciemnieje w ciągu dnia. Jest bardzo wydajny, kilka kropelek wystarczy na pokrycie całej twarzy. Podkład ma jednak minus, który dostrzegłam dopiero kiedy dostałam kataru i skóra na nosie była lekko przesuszona. Mowa tu o podkreślaniu suchych skórek... Jeśli ktoś nie wykonuje peelingu i ma suche skórki, to lepiej niech nie sięga po ten fluid. Ja nie mam z tym problemu, dlatego nie przeszkadza mi to. Zapach jest lekko chemiczny, ale przyjemny.


Za 30 ml podkładu Pupa Like a Doll w perfumerii Douglas zapłaciłam 93 zł. Cena wysoka, ale za taką jakość i wydajność jestem w stanie tyle wydać. Póki co nie będę wracać do Face and Body z MAC, Pupa ma przyjemniejsze wykończenie i filtr przeciwsłoneczny, a to przemawia zdecydowanie na jego korzyść.



Jakie są Wasze ulubione podkłady? Na co zwracacie uwagę przy ich doborze? Używałyście fluidu Pupa Like a Doll? Co o nim sądzicie? Piszcie! :)


Całuuuuuski :*

poniedziałek, 12 października 2015

Sephora Mud mask purifying&mattifying

Cześć Dziewczyny!


Ostatnio u mnie wiele się dzieje, przez co brakuje mi czasu na skomplikowane zabiegi pielęgnacyjne, jakie zazwyczaj serwowałam swojej skórze twarzy. Jakiś czas temu, będąc na zakupach w Sephora w moje ręce wpadła ich błotna maseczka oczyszczająco-matująca. Szybko powędrowała do koszyka, bo w swoim składzie zawiera białą glinkę, którą moja skóra wprost uwielbia, a że nie mam czasu na kawitację, pomyślałam, że może to być dobra alternatywa.


Błotna, oczyszczająca maseczka Sephora w swoim składzie zawiera wspomnianą wyżej białą glinkę, a także cynk i miedź. Producent obiecuje, że stosowana 1-2 razy w tygodniu oczyści skórę i pory, usunie zanieczyszczenia, zredukuje widoczność niedoskonałości oraz zmatowi cerę w zaledwie 10 min. Nie mam zanieczyszczonej skóry, ale lubię przeciwdziałać niedoskonałościom, czasem też zdarza się, że coś mi "wyskoczy", takie uroki skóry mieszanej. Po pierwszym odkręceniu słoiczka wiedziałam już, że produkt ten coś mi przypomina. I nie myliłam się, szybko w swojej łazience znalazłam odpowiednik tej maski, a mianowicie: Avon Perfectly Purifying z minerałami z Morza Martwego. Zapach praktycznie identyczny, konsystencja również, natomiast cena maseczki z katalogu to ok. 10 zł. Maska z Avon to mój hit od kilku lat, regularnie ją zamawiam, świetnie działa na moją skórę, dlatego byłam pewna, że i ta z Sephora się sprawdzi. Tak też jest. 


Błotna maseczka Sephora to bardzo dobry produkt. Świetnie oczyszcza skórę, nie przesusza jej, a jednak po 10-ciu minutach niedoskonałości są przygaszone i mniej widoczne, szybciej się goją. W zauważalny sposób oczyszcza pory, skóra po zabiegu wygląda po prostu ładniej. Na dodatek pachnie bardzo przyjemnie. W sieci znaleźć można opinie, jakoby maseczka Sephora miała być odpowiednikiem błotnej maski GLAMGLOW SuperMud, której chyba nikomu nie muszę przedstawiać, a jej cena to 229 zł za 34 ml...


Błotna maska Sephora kosztuje 55 zł za 60 ml. Jest bardzo dobrym oczyszczaczem i szczerze Wam ją polecam, lecz według mnie lepiej zamówić maseczkę Perfectly Purifying w katalogu Avon, za 75 ml zapłacimy ok. 10 zł, a gwarantuję Wam, że jakość i działanie jest takie samo. Maseczkę Avon o której mówię znajdziecie tutaj: KLIK.

Używacie maseczek do twarzy? Jakie są Wasze ulubione? 

Całuuuuuję :*:*



niedziela, 4 października 2015

Clinique take the day off

Cześć Dziewczyny!


Zapraszam Was dzisiaj na post o moim ulubionym produkcie do codziennego oczyszczania twarzy. Kosmetyki, których używam do demakijażu wieczorem to płyn micelarny i mydło aleppo. Jednak rano chcę, aby oczyszczanie było delikatne i tutaj idealnie sprawdza się mój ulubieniec ostatnich trzech miesięcy, czyli balsam firmy Clinique.


Bardzo lubiłam emulsję oczyszczającą firmy Alterra z granatem, więc kiedy skończyłam opakowanie szukałam czegoś równie delikatnego do porannego mycia twarzy. Będąc na zakupach w perfumerii Douglas w moje łapki wpadł Clinique take the day off. Bardzo zależy mi, aby rano nie przesuszać skóry silnymi produktami, a dzięki temu balsamowi nie muszę się tego obawiać.

Take the day off to produkt niesamowicie delikatny i bezzapachowy. Ma konsystencję masełka. Używamy go na sucho, rozprowadzamy na twarzy, masujemy, a następnie przy pomocy wody zmywamy. W połączeniu z nią zamienia się w białawą ciecz. Skóra jest czysta, gładka i przyjemna w dotyku, nie ma mowy o jej przesuszeniu, nie zostawia również żadnej warstwy. Uwielbiam codziennie rano przez chwilę masować nim twarz, pozwala skórze odprężyć się, zrelaksować i pozbyć lekkiej opuchlizny po nocy. 


Próbowałam raz zmyć nim makijaż wieczorem, ale kompletnie się do tego nie nadaje, natomiast rano, jeśli niedokładnie zmyłam tusz i budzę się z lekką pandą pod oczami, nie ma z jej zmyciem najmniejszego problemu. Producent zapewnia, że balsam zmyje nawet wodoodporny makijaż i ok, mogę się zgodzić, że z podkładem sobie poradzi, na zmycie tuszu do rzęs jednak nie ma co liczyć, ja wyrwałam sobie przy tym rzęsy, kompletnie nie rozpuszcza tuszu (próbowałam przy zwykłym, nie wodoodpornym). 

Opakowanie balsamu Clinique jest śliczne, zdecydowanie cieszy oko i ładnie wygląda w łazience. Aplikacja jest przyjemna, chociaż gdy miałam długie paznokcie denerwowało mnie, że przy wyciąganiu ze słoiczka wbijał się pod nie. Plusem jest niesamowita wydajność, po trzech miesiącach stosowania raz dziennie produktu zostało jeszcze praktycznie całe opakowanie.

Minusem take the day off Clinique jest zdecydowanie wysoka cena, za 125 ml musimy zapłacić aż 149 zł, jednak biorąc pod uwagę jego wydajność, czy jest to dużo? Niech każda z Was oceni sama. Nie planuję rozstawać się z tym balsamem, pokochałam go od pierwszego użycia :) Polecam Wam go serdecznie, świetny, delikatny produkt do każdego typu cery.

Używałyście balsamu Clinique lub tym podobnych? Co sądzicie o takich produktach? 

Całuję, Martyna :*:*



czwartek, 13 sierpnia 2015

LUSH MASK OF MAGNAMINTY

Cześć Dziewczyny!!


Zapraszam Was dzisiaj na post, w którym zrecenzuję produkt firmy LUSH. Z zamiarem zakupu kosmetyku od LUSH nosiłam się już długo, jednak ich niedostępność w Polsce i wysokie koszta związane z zamawianiem zniechęcały mnie. Podczas mojego pobytu za granicą natrafiłam na ich sklep i wiedziałam, że nie wyjdę z niego z pustymi rękoma :)


Długo zastanawiałam się, który produkt wybrać. LUSH to kosmetyki ręcznie robione, bez dodatków przedłużających ich trwałość. Ponieważ mam dużo produktów do pielęgnacji, stwierdziłam że wezmę jeden, który z pewnością wykorzystam.


Wybór padł na Mask Of Magnaminty, czyli głęboko oczyszczającą pastę do mycia twarzy, przeznaczoną do skóry tłustej, mieszanej, skłonnej do wyprysków. Pasta jest wielofunkcyjną mieszaniną: może być stosowana jako maseczka na twarz, plecy, peeling, a także do codziennego oczyszczania skóry. Świetnie wygładza i zmiękcza skórę twarzy, rozjaśnia i oczyszcza, nie przesusza i nie podrażnia. Zaskórniki stają się niewidoczne już po jednym użyciu, pory oczyszczone i zamknięte, a lepszy stan skóry utrzymuje się przez długi czas. Nie jest to produkt, po którym efekt znika na drugi dzień. Przy regularnym stosowaniu możemy spodziewać się ogólnej poprawy stanu skóry. 

W skład Mask Of Magnaminty wchodzą: olejek z mięty pieprzowej, olej z nagietka, chlorofil, nasiona wiesiołka i fasoli, kaolin, miód, bentonit. Pasta ma zapach bardzo naturalny, ale dosyć mocny. Mnie osobiście bardzo przypadł do gustu, jest orzeźwiający. Konsystencja gęstej, zielonej pasty z drobinkami ścierającymi.


Producent zaleca, aby produkt nałożyć na twarz na 5-10 min, a następnie zmyć go kolistymi ruchami pod ciepłą wodą. Kosmetyk nie nadaje się do demakijażu. 


Za 125 g (mniejsza pojemność) Mask of Magnaminty zapłaciłam 7,95 E. Data przydatności kończy się 30-ego września i mimo, że używam produktu co drugi dzień i nie żałuję sobie, obawiam się, że mogę nie zdążyć go zużyć. 

Jeśli macie dostęp do sklepów LUSH, to serdecznie polecam Wam Mask of Magnaminty. Doskonały produkt i zaskakujące efekty. Uwielbiam go i już zastanawiam się, jak zdobyć kolejne opakowania tego cudeńka.

Używałyście kiedyś tego produktu? Co o nim sądzicie? Jeśli nie, to czy macie ochotę go wypróbować? Piszcie :)


Całuuuusy :*:*

niedziela, 28 czerwca 2015

Sally Hansen Instant Cuticle Remover

Cześć Dziewczyny!


Wracam dziś do Was po dłuższej nieobecności. U mnie ostatnio dużo się dzieje, ale obiecuję, że od dzisiaj posty pojawiać się będą regularnie. Mam mnóstwo pomysłów na notki i górę kosmetyków o których opiniami chciałabym się z Wami podzielić, dlatego śledźcie mojego bloga również na FB, aby być na bieżąco z nowościami. Zapraszam Was tutaj: Babski Azyl na FB.

Dzisiaj przygotowałam dla Was post o moim absolutnym must have w pielęgnacji paznokci. 

Wycinacie skórki wokół paznokci? Mnie kilka razy się zdarzyło i nigdy z wyglądu tych okolic nie byłam później zadowolona. Na dodatek po takim wycinaniu skórki odrastały krzywo i nie wyglądało to dobrze. Zaczęłam więc szukać skutecznego preparatu, z pomocą którego moje skórki wokół paznokci będą wyglądały estetycznie i ładnie. Będąc rok temu na promocji w Rossmann zobaczyłam na półce z produktami Sally Hansen preparat do usuwania skórek Instant Cuticle Remover i stwierdziłam, że kupię go na próbę. 


Producent obiecuje, że preparat w 15 sekund rozpuści i usunie nawet stwardniałe skórki wokół paznokci. Moje skórki są delikatne, ale przy niektórych paznokciach rosną troszkę krzywo. Żel trzymam na skórkach przynajmniej 30 sekund, bo wtedy mam pewność, że będą one idealnie rozmiękczone. Następnie zmywam go letnią wodą i przystępuję do ich odsuwania i usuwania. Z tym preparatem jest to wyjątkowo proste, używam przy tym drewnianego patyczka. Żel stosuję przy każdym manicure, zazwyczaj raz w tygodniu. 


Dzięki dziubkowi preparat wygodnie się dozuje, opakowanie jest poręczne. Jest wydajny, ma pojemność 29,5 ml i kosztuje 28 zł, łatwo dostępny. Żel jest bardzo skuteczny i naprawdę działa. Pozwala na szybkie pozbycie się skórek i zapewnia ładny wygląd naszym paznokciom. Nie zauważyłam, żeby przyspieszał odrastanie skórek i powodował ich większe narastanie, nie widzę minusów stosowania tego produktu. Nie wysusza skóry wokół paznokci i nie wpływa na kondycję paznokci. Dzięki żelowi mogę sama wykonać estetyczny manicure.


Stosujecie żele do usuwania skórek? Co sądzicie o takich produktach? Znacie inne, skuteczne metody na ich pozbywanie się? Piszcie! :)

Całuski, Martyna ;*

piątek, 12 czerwca 2015

Simply Venus Gillette

Cześć dziewczyny!


Zapraszam Was dzisiaj na recenzję nowości na rynku: maszynki do golenia Simply Venus firmy Gillette. Długo zastanawiałam się, czy publikować post o takiej tematyce i czy kogokolwiek będzie to interesować, ale że sezon letni trwa już na dobre, a ciało odsłaniamy coraz częściej, więc stwierdziłam że jest to temat jak najbardziej na czasie :)


W zestawie znajduje się rączka i trzy wymienne ostrza. Producent obiecuje, że dzięki tej maszynce nasze golenie będzie dokładne, zmniejszy się ilość zacięć i zadrapań w porównaniu z jednorazową maszynką Venus 2. 


Główka maszynki jest ruchoma, idealna do golenia trudno dostępnych miejsc, a umieszczony na niej pasek z odrobiną aloesu ma zapewniać dobry poślizg. Ja jednak nigdy nie używam maszynki solo, ale w połączeniu z gęstą pianą z mydła lub żelem do golenia.

Na główki otrzymujemy w pakiecie plastikowy pojemniczek, dzięki któremu możemy wygodnie je przechowywać.


Bardzo polubiłam tę maszynkę. Wygodnie trzyma się ją w dłoni, a 3 ostrza zapewniają dokładne, szybkie golenie. Główka absolutnie nie jest jednorazowego użytku, przez dobrych kilka użyć ostrza mają ciągle dużą ostrość i świetnie tną nawet twarde i sztywne włoski. Przy żadnym z użyć nie zacięłam, ani nie zadrapałam się, ruchoma główka odpowiednio dopasowuje się do powierzchni ciała, a pasek rzeczywiście pozwala maszynce dosłownie ślizgać się po skórze. Poza tym, maszynka jest w ładnym kolorze i nie wygląda tandetnie.

Pamiętajcie, aby po każdym użyciu spryskać swoją maszynkę płynem z alkoholem, aby ją odkazić do następnego użycia. Gromadzenie się bakterii na główce maszynki może prowadzić do nieprzyjemnych infekcji skórnych, jeśli zatniecie się takim nieodkażonym ostrzem.

Zestaw kosztuje obecnie 11,99 zł w Biedronce i przeliczając wychodzi po 4 zł za maszynkę. Myślę, że jest to bardzo dobra okazja, niewiele jest tak dobrych maszynek w takiej cenie. Mam już dłuższy czas swoją ulubioną maszynkę z wymiennymi główkami (6 ostrzy na główce), która świetnie tnie, ale nowe ostrza są drogie, dlatego cieszę się, że skusiłam się na tę maszynkę, ponieważ golenie było bardzo zbliżone pod względem komfortu użytkowania, efektów i gładkości skóry. W Hebe cena regularna maszynki to 14,99 zł, a obecnie w promocji 12,99 zł.

Jakie są Wasze ulubione maszynki do golenia? Co sądzicie o tej? Posiadacie? Skusicie się na zakup? 

Pozdrawiam Was gorąco, Martyna ;*

czwartek, 4 czerwca 2015

SAVON NOIR i rękawica KESSA

Cześć Dziewczyny!

Zbliża się lato, temperatury za oknem sięgają już 30 stopni i na dodatek mamy długi weekend, czy może być lepiej? :) 
Taka pogoda zmusza nas do odsłaniania ciała, dlatego pomimo iż dbam o skórę cały rok, to teraz postanowiłam zafundować jej coś specjalnego.
Przy okazji wizyty w Mydlarni u Franciszka zwróciłam uwagę na rękawicę Kessa, której zakup chodził za mną już od długiego czasu. Pani, która mnie obsługiwała zaproponowała, abym do rękawicy dobrała jeszcze czarne mydło z Maroka. Ostatnio nie mam ochoty wykonywać peelingu kawowego, bo brudzi wszystko dookoła, dlatego stwierdziłam, że się skuszę. 



SAVON NOIR Hammam w SPA i w domu


SAVON NOIR to czarne marokańskie mydło wyprodukowane z miażdżonych oliwek i wody. Cenione na całym świecie za fenomenalne walory pielęgnacyjne. Stosowane od wieków w Hammamach i łaźniach tureckich do zwykłego mycia lub maseczek czy eksfoliacji wykonanych w zaciszu domowego SPA.
Słynie z niesamowitych właściwości oczyszczających, usuwa toksyny i zanieczyszczenia z głębi skóry, rozpuszcza martwy naskórek, dotlenia i znakomicie nawilża. Kosmetyk przygotowujący skórę do pielęgnacji olejami, kremami czy masłami naturalnymi.






ZASTOSOWANIE:

Do codziennego mycia twarzy i całego ciała lub do robienia maseczek (max. 2 x w tygodniu) na:

TWARZ: Po uprzednim demakijażu nakładamy cienką warstwę na twarzy, omijamy okolice oczu i pozostawiamy na około 5 minut. Następuje: – detoksykacja, czyli usunięcie z głębi skóry toksyn i zanieczyszczeń – nawilżenie, które zawdzięczamy oliwkom – rozpuszczenie obumarłego naskórka. Po tym czasie delikatnie zwilżamy opuszki palców i kolistymi ruchami masujemy sobie twarz. Radzę omijać okolice oczu, bo jeśli się do nich dostanie, to piecze niemiłosiernie. Obficie spłukujemy wodą i nakładamy krem lub olejek. Savon Noir Beldi działa podobnie jak peeling enzymatyczny, więc jest bezpieczny do każdego rodzaju cery, nawet tej najbardziej wrażliwej, naczyniowej czy dojrzałej, gdyż nie ma ryzyka mechanicznych uszkodzeń. Savon Noir nie zatyka porów skóry, można go łączyć np. z glinkami czy naturalnymi olejami.

CIAŁO: Zabieg zaczynamy od ciepłej kąpieli lub prysznica, aby otworzyć pory skóry. Aplikujemy Savon Noir Beldi i pozostawiamy w formie maseczki na około 10 minut. W tym czasie kosmetyk działa podobnie jak peeling enzymatyczny, o silnym działaniu dotleniającym, detoksykującym i nawilżającym. Następnie wykonujemy GOMAŻ, czyli masaż kolistymi ruchami poszczególnych partii ciała RĘKAWICĄ KESSA– rękawica o drobnoziarnistej strukturze, która pozwala nam usunąć już rozpuszczony naskórek i pobudza krążenie, dzięki czemu skóra staję się bardziej elastyczna, jędrna i dotleniona. Po wymasowaniu każdej partii ciała płuczemy rękawicę Kessa i przystępujemy do masażu następnej. Po prawidło wykonanym gomażu spłukujemy całe ciało i nakładamy na skórę naturalny kosmetyk pielęgnacyjny np. antycellulitowy olej macadamia.
Składniki: aqua, potassium olivate, glycerin, benzyl alcohol. 


RĘKAWICA KESSA



Kessa jest tradycyjną rękawicą w Hammam służąca do głębokiego oczyszczania skóry z martwego naskórka i wszystkich nieczystości z użyciem czarnego mydła Savon Noir lub glinki Ghassoul.
WŁAŚCIWOŚCI:
Przed użyciem dobrze wypłukać w ciepłej wodzie i wysuszyć na powietrzu – wykonana z ziarnistej tkaniny niezbędnej do głębokiego peelingu ciała – podwójnie szyta przez co jest bardziej trwała



KORZYŚCI:
Jedwabiście gładka skóra, głęboko oczyszczona z martwych komórek – dobrze przygotowana do aplikacji kremów, olejów, balsamów – skóra nabiera zdrowego koloru, jest dobrze dotleniona, pomocna w walce z cellulitem.



ZASTOSOWANIE:


Prysznic- przed przystąpieniem do masażu słynną rękawicą Kessa najpierw należy nawilżyć ciało, aby skóra zmiękła i otworzyły się pory, następnie zaaplikować Savon Noir odczekać kilka minut i delikatnie spłukując przystąpić do masażu ciała. Na koniec czynności wmasować w skórę olejek lub mleczko.

Wanna- zanurzyć się w przyjemnej kąpieli na 15 minut,nałożyć na wilgotne ciało warstwę czarnego mydła. Po około 10 minutach przystąpić do masażu z użyciem rękawicy. Na koniec dobrze spłukać i zaaplikować wmasowując w ciało olejek lub mleczko.

Moja opinia:

Od czasu zakupu użyłam zestawu już kilka razy i jestem pozytywnie zaskoczona tym, jak gładka i oczyszczona jest skóra po wykonaniu masażu. Na dodatek czarne mydło rzeczywiście nie wysusza skóry, nie czuję potrzeby nakładania balsamu, ale robię to bo skóra niesamowicie pije każdy produkt nawilżający, a także te antycellulitowe, przez co jest świetnie ujędrniona. Czarne mydło stosowałam również na twarz i tutaj też sprawdziło się bardzo dobrze, oczyszczając skórę i pozostawiając promienną i świeżą.

Masaż rękawicą rozpoczynam od stópek i kieruję się w górę, pobudzając krążenie krwi. Po każdym użyciu Kessa należy dobrze wypłukać, gdyż zbiera się na niej martwy naskórek. Próbowałam również masażu rękawicą i żelem pod prysznic. Skóra również była bardzo gładka, ale z Savon Noir efekt jest mocniejszy.
Serdecznie polecam Wam ten zestaw. Koszt rękawicy to 23 zł i myślę, że jest to inwestycja przynajmniej na rok, natomiast za 200 g Savon Noir Baldi trzeba zapłacić 39 zł, ale w mydlarni są dostępne również mniejsze pojemności.


Używacie rękawicy KESSA? Jakie są Wasze opinie na jej temat? Jakim produktem wspomagacie masaż? A może po recenzji macie ochotę skusić się na ten zestaw? Piszcie :)



Pozdrawiam, Martyna :*

sobota, 30 maja 2015

Mydlo Aleppo

Cześć dziewczyny!


Przychodzę dziś do Was z postem na temat mojego ideału do wieczornego oczyszczania twarzy. Jeśli czytałyście zakładkę mój profil kosmetyczny, to zapewne wiecie, że moja cera jest trudna w pielęgnacji. Nie dość, że mieszana, to jeszcze wrażliwa. Zawsze miałam problem z dobraniem produktu, który dobrze oczyszczałby twarz i nie powodował zapychania, powstawania zaskórników, a także nie wysuszał nadmiernie mojej skóry. Przetestowałam już mnóstwo produktów i mimo, że niektóre z nich bardzo dobrze się sprawdzały, to ten, który przedstawię Wam teraz jest moim zdecydowanym faworytem.




Mowa tu o mydle Aleppo. Pewnie dla większości z Was nie jest to nowość i miałyście okazję go używać, ja jednak długo wzbraniałam się przed mydłami, gdyż od zawsze nauczona byłam używać żeli oczyszczających i tylko po nich odczuwałam, że to jest TA czystość :) Po pierwszym jego użyciu wiedziałam jednak, że myliłam się i to bardzo :) Na początek kilka informacji na temat tego produktu. 


Aleppo to jedno z najsłynniejszych mydeł na świecie. Wywodzi się z północno-zachodniej Syrii. Ma unikalną, tradycyjną i wielowiekową recepturę sięgająca ósmego wieku naszej ery i wytwarzane jest najstarszymi metodami produkcji, opartymi o wysokiej jakości naturalne oleje roślinne z pierwszego tłoczenia. Do produkcji Aleppo, używa się wyłącznie: oleju z oliwek, naturalnego ługu, oleju laurowego (wawrzynowego) oraz wody. Cała procedura wytwarzania jest bardzo pracochłonna. Im więcej oleju laurowego w składzie, tym może ono bardziej wysuszać i jego cena jest wyższa. 
Zalety mydła Aleppo:
  • Głęboko oczyszcza, jest antyseptyczne, usuwa plamy i pomaga w gojeniu chorób skórnych (trądzik młodzieńczy, zaskórniki, wągry),
  • Idealne jako szampon, pozostawia włosy niesamowicie czyste, a skórę głowy - wolną od łupieżu.
  • Nadaje skórze czystość i uczucie świeżości, oraz czyni ją niesamowicie gładką,
  • Tworzy miękką, kremową pianę idealną do golenia, która łagodzi także podrażnienia.

Mydło Aleppo dobieramy w zależności od procentu zawartego w nim oleju laurowego, na początek sugerowana ilość to 4 %. Ja swoją przygodę rozpoczęłam od mydła 12 %, po zużyciu planuję jego kolejny zakup i rozważam wybór tego o wyższym stężeniu oleju.


Mydło Aleppo stosuję codziennie, do wieczornego oczyszczania twarzy, po uprzednim demakijażu płynem micelarnym. Mimo, iż mydło bardzo dobrze oczyszcza twarz z np. podkładu, to jednak zmywanie nim tuszu do rzęs może być prawdziwą katorgą. Kiedy dostanie się do oczu, szczypie niemiłosiernie, dlatego staram się omijać te okolice. Jeśli dostanie się do nosa... Również nie jest ciekawie :D


Warto zaznaczyć, że w przypadku zaawansowanego trądziku nie powinnyśmy spodziewać się cudów. Mydło pomoże osobom z niewielkimi zanieczyszczeniami skóry, a także przy długim stosowaniu rozjaśni drobne przebarwienia, co zauważyłam u siebie. 
Mydło genialnie oczyszcza, rano budzę się ze świeżą, czystą skórą, przyspiesza gojenie się wyprysków, zwęża pory. 
Jego minusem może być zapach, który nie każdemu odpowiada, a także rozmiar kostki, jednak ja przecięłam ją na kilka części i już wygodnie mi się ją użytkuje. Po jego użyciu konieczne jest zastosowanie toniku w celu przywrócenia pH skóry i kremu. 
Na rynku znajduje się niestety wiele 'podróbek' mydła Aleppo, czytajcie skład!! Powinny w nim znajdować się maksymalnie 3 składniki i woda. Nie przerażajcie się, kiedy po przecięciu zobaczycie, że jest ono w środku zielone, tak ma być :) Im ciemniejsza zieleń, tym mydło dojrzalsze, a jego właściwości lepsze.


Czy polecam?
Zdecydowanie. Moja skóra przez okres jego stosowania wygląda po prostu lepiej, jest o wiele czystsza i promienna.
Za swoje mydło zapłaciłam 27,50 zł, jest bardzo wydajne, pierwszą kostkę mam już 4 miesiące i myślę, że przynajmniej na drugie tyle jeszcze wystarczy, dlatego jego cena jak dla mnie w ogóle nie jest wygórowana. Zakupiłam je na stoisku z kosmetykami naturalnymi w jednej z galerii handlowych.



Jaki jest Wasz ulubiony produkt do wieczornego oczyszczania twarzy? Słyszałyście o mydle Aleppo? Używałyście? Co sądzicie? Warty zakupu, czy przereklamowany? Piszcie :)

Całuuuuuski, Martyna :*